¡Adios Amigos!

Niedawno opowiadałam Wam o Podróży do Jądra Ciemności. Dziś czas na opowieść o pożegnaniu z Kulami Mocy.

29 lipca 2016 roku wykastrowaliśmy Django. Mimo, iż doradzam kastrację wielu swoim klientom, było to jedno z bardziej stresujących wydarzeń w moim psim życiu. Jak się okazuje zupełnie nie potrzebnie.

DLACZEGO?

Temat kastracji wzbudza wiele kontrowersji. Dlatego, nie będę tu przytaczać prawd ogólnych i wyników badań, a powiem Wam o naszych doświadczeniach.

  • WĄCHANIE SIUŚKÓW - niby normalna sprawa, że psy wąchają przesyłane sobie na wzajem peemaile, niby normalne, że samce ekscytują się siuśkami suczek (trzęsąca się szczęka, hektolitry piany z pyska - właściciele samców świetnie wiedzą, o czym mówię). Jednak, u Django osiągnęło to jakieś przerażające rozmiary. Zwykły spacer na siku trwał nie 10 a 25 minut, bo Django musiał zatrzymywać się i wąchać co 3cm. Do tego amok w oczach i kompletny brak kontaktu z otoczeniem. Z krótkiej przechadzki wracał wykończony.

  • POPĘD - też niby normalna sprawa, że facet interesuje się dziewczętami. Jednak w ostatnim okresie przed kastracją, Django nie był w stanie spacerować swobodnie z suczkami. Nie ważne, czy sterylizowanymi czy nie. Apogeum osiągnął, kiedy na 3 dni pojechaliśmy do zaprzyjaźnionej whippetki - Łajki, i Django nie był w stanie ani na chwilę z niej zejść. To było przerażąjące.

  • NERWY - gdy Django dorósł, nabrał pewności siebie a dzięki Quentinowi nauczył się asertywności, zaczął bardzo dobitnie tłumaczyć testosteronowym samcom, że nie należy się nakręcać i on sobie nie życzy takich zachowań w swojej obecności. Mówiąc prościej, zaczął rzucać się im z warkiem do karku. Spokojny spacer coraz bardziej odsuwał się do krainy marzeń.

  • REPRODUKTOR - jakieś dwa miliony razy usłyszałam pytanie "Ale przecież on ma papiery repa, nie chcesz, żeby miał dzieci?!". Pewnie, że bym chciała! Jednak jak się ma tak sławnego, wciąż kryjącego ojca i tak leniwego człowieka, który ani myśli o robieniu interchampionatów, to marne szanse na dziki tłum tuptających w oczekiwaniu nóżkami dziewcząt. Zresztą, uważam, że nie wszystkie samce, które zrobiły papiery na reproduktorów (co wcale nie jest takie trudne), powinny rozprzestrzeniać swoje geny. Niestety, u nas w kraju to bardzo popularne...

Zachowania, które przytoczyłam były na tyle intensywne, że znacząco wpływały na pogorszenie komfortu psychicznego Django. A zdrowa i szczęśliwa głowa moich Chudełów to to, co jest dla mnie najważniejsze.

Spotkałam się z argumentem "kastracja jest nienaturalna". Moim zdaniem, nienaturalne jest, że w pełni zdolny do reprodukcji samiec, chodzi wśród sąsiadek z cieczką (które tak na prawdę są przez cały rok, bo jak jedna kończy, to inna zaczyna) i nawet nie może ich dotknąć. Chyba tylko mężczyźni są w stanie sobie wyobrazić frustrację, jaką przeżywa taki pies.

Zastanawiające jest również to, że gdy chodzi o konie, nikogo nie dziwi, że ogiery są kastrowane. Większość samców to wałachy, ogiery to pojedyncze przypadki. A niekastrowany pies może być tak samo bardziej niebezpieczny od kastrowanego, jak ogier od wałacha.

Nierzadko spotykam się z opinią, że kastracja zmieni zachowanie psa. Testosteron jest nazywany również "hormonem pewności siebie" i owszem, jeśli lękliwemu psu zabierzemy ten hormon, jego problemy najprawdopodobniej się pogłębią. Jednak, jeśli młody pies, ma problemy z zachowaniami agresywnymi wspieranymi przez testosteron, im dłużej będzie utrwalał te wzorce zachowań, tym trudniej będzie to odkręcić. Absolutnie nie mówię, że brak testosteronu magicznie załatwia sprawę, jednak jest on jednym z aspektów, które wspomagają pracę z takim psem. Według mnie, jeśli pies jest dobrze zsocjalizowany, spotykał od szczenięcia dorosłe samce, jest pewny siebie, asertywny i ma "poukładane w głowie", kastracja nie będzie miała negatywnego wpływu na jego zachowanie.

Dochodzą również kwestie zdrowotne. Wielu właścicieli kastruje swoje psy w obawie przed rakiem jąder.

JAK TO BYŁO?

Jak zapewne się domyślacie, Jarek nie skakał z radości, gdy oznajmiłam Mu, że chciałabym wykastrować Dja. Rozmawialismy o tym jakieś 1,5 roku. Momentem zwrotnym było podanie Djowi czipa chemicznej kastracji. Choć nie działa on dokładnie jak prawdziwa kastracja, można sprawdzić, jak obniżony poziom testosteronu wpływa na zachowanie naszego psa. Zapytałam weta, skąd będę wiedziała, że czip przestał działać. Uśmiechnął się pod nosem i powiedział "Będzie Pani wiedziała.". I faktycznie, dokładnie pół roku po podaniu czipa, kiedy to Django na prawdę się wyluzował, wszystkie nerwy wróciły jak za dotknięciem magicznej różdżki. Wtedy Jarek stwierdził "Kurczę, trzeba Go ciachnąć, bo się męczy."

Więc z drżącym sercem zadzwoniłam do jedynego lekarza weterynarii, który kiedykolwiek będzie dotykał moje psy skalpelem - dra Olkowskiego z kliniki Auxilium w Milanówku i umówiłam termin. Pierwszy termin spalił na panewce, bo Dj postanowił rozcinać, łapy, zapalać oczy i mieć odczyny po ukąszeniach pająków. Drugie podejście zakończyło się sukcesem.
Stresowałam się jak wariatka. Do samego końca miałam wątpliwości, czy dobrze robię. Cały zabieg przebiegł bezproblemowo. Django jak to Django wybudzał się nieco dłużej niż przeciętny pies, ale całkiem nieźle to zniósł.

Tutaj macie wykaz tego, co brało udział w zabiegu, może komuś przyda się ta specyfikacja:

Dzień po zabiegu, Dj już chciał nawalać się z Quentinem, wskoczył mi do bagażnika i próbował się tarzać. Jakby zupełnie nic się nie stało. W kołnierzu chodził tylko jak nie było nas w domu, bo kompletnie nie interesował się raną. Po 10 dniach mój Tata zdjął mu szwy i Chudy był jak nowy. Jakby nigdy nic nie miało miejsca.

EFEKTY

Pierwszych efektów kastracji spodziewałam się po kilku miesiącach. Wszak, testosteron z organizmu nie wyparowuje od ręki. Jednak, minął miesiąc, a Django jest zupełnie innym psem! Na spacerach nie wwąchuje się w siuśki, a spotykając podekscytowane samce tylko je obwąchuje po czym odchodzi. Będąc w odwiedzinach u Łajki, ani razu nie skoczył na nią z seksualnym zamysłem!!! Zamiast wkurzać się na wariujące młodziaki - Quena i Lemiego, poszedł spać. Apogeum wspaniałości osiągnął, gdy wzięłam Go na zajęcia z suką w cieczce. Podszedł, wąchnął, "o cieczka" i poszedł dalej. NO SZCZĘKA OPADA!

Jesteśmy przezachwyceni efektami, jakie dała kastracja. Spokojny, wyluzowany Django, który nareszcie może cieszyć się ze spaceru z kumpelami, którego nie wkurzają inne psy i który nie ma w sobie wiecznego "nerwa", to najlepszy argument ZA, jaki mogę przedstawić w dyskusji na temat słuszności kastracji.

Przepraszam za przydługie biadolenie, ale to dla mnie na prawdę ważny temat ;) Oczywiście wiem, że reakcja na pozbawienie Kul Mocy u każdego psa jest inna, dlatego starając się uniknąć generalizacji, opowiedziałam Wam naszą historię.

Wasza Mag!

Ostatnie pożegnanie...