European Flyball Championships 2015

Godziny treningów, miliony przeanalizowanych crossów, odbić od boksów, kilometry pokonanych hopek, cykliczne wyjazdy na zawody – to wszystko doprowadza nas do najważniejszego wydarzenia we flyballowym roku – Mistrzostw Europy. Jesteśmy z Django w Unleashed Flyball Team drugi rok i niby wszystko jest jasne. Wiemy czego się spodziewać po zawodach, wszak byliśmy już na Eager’s Cup z Zamberku – najważniejszych zawodach flyballowych w naszej części Europy. Ba, nawet biegaliśmy w szczęśliwym dla nas finale! Wiemy, że będzie stres, skupienie, a jak wszystko pójdzie zgodnie z planem to i łzy. Szczęścia. Słyszeliśmy mnóstwo opowieści z ubiegłorocznych zwycięskich dla Unleashed mistrzostw. Wiemy, że emocje wystrzeliwują w kosmos, gdy sędzia ogłasza, że właśnie zostaliście Mistrzami Europy. Jakże człowiek był nieświadom, co go czeka…

W tym roku mistrzostwa odbywały się w Niemczech, w niezwykle malowniczym zakątku Bawarii – Emtmannsberg. Już przed zawodami wiedzieliśmy, że pierwsze, z czym będziemy musieli się zmierzyć to pogoda. Miejsce było przepiękne, jednak usytuowane nieco drastycznie, biorąc pod uwagę warunki atmosferyczne. A było na prawdę ekstremalnie – temperatury powyżej 35 stopni Celsjusza, zero deszczu, minimalny wiatr i odsłonięty szczyt wzgórza. Na szczęście, znalazł się kawałek lasu i mikrorzeczka, które pomogły psom i ludziom przetrwać ten pogodowy Armagedon. Bohaterami wyjazdu została folia NRC i włączona przez cztery dni klimatyzacja w samochodach. Była szansa, że nie będziemy mieli czym wrócić do Polski, bo wyeksploatowane silniki odmówią posłuszeństwa, ale czymże jest droga powrotna w obliczu mistrzostw. Na miejscu okazało się, że mamy kolejnego wroga – podłoże, na którym mają rozgrywać się mecze. Niby trawa boiska piłkarskiego a jednak pełna dziur i wysuszona na wiór, przez co psy zakopywały się i buksowały w piachu. W połączeniu z kamieniami i morderczymi znacznikami odległości dawało to wybuchową mieszankę, z którą niestety przegrało kilka opuszek i ścięgien. Jednak prawdziwi wojownicy stają do walki niezależnie od okoliczności.

Do Emtmannsberg pojechały trzy drużyny Unleashed – Space Runners, Road Runners i Blade Runners. Wszystkie z konkretnym planem do wykonania. Rezultaty urzeczywistniły marzenia. Spejsi, biegający na EFC w 7 dywizji, to tzw. startersi. Głównym zadaniem zarówno psów, jak i handlerów wchodzących w jej skład jest okrzepnięcie w sporcie. To zadanie zostało wykonane w 100%. Mimo ciężkich warunków, w których psy biegały wolniej o niemalże pół sekundy, dali z siebie wszystko i stanęli na wysokości zadania. W Speed Trial zajęli 4 miejsce z czasem 18,68 sek. Double Elimination ukończyli na 6 miejscu. Świetne osiągnięcie i +1000 do doświadczenia.

Road Runners to nasz, zaraz po Blejdach, najmocniejszy skład startujący w 2 dywizji. Mimo piaszczystej dziury przed boksem, która dosłownie zasysała psy i sprawiała, że precyzyjne ich wypuszczanie osiągnęło poziom prawieniemożliwości, stanęli na 3 stopniu podium. Najlepszy czas, jaki wykręcili to 17,67 sek. Zarówno psy, jak i handlerzy wspaniale się spisali, pokazując topowy poziom flyballowego wyszkolenia i profesjonalizmu. Emocje, jakie zapewniły nam te dwie drużyny były niesamowite. Do ostatniej setnej sekundy ze wstrzymanym oddechem obgryzaliśmy paznokcie śledząc ich poczynania.

Kulminację nerwów, emocji i radości przeżyliśmy dzięki Blade Runners – naszej najszybszej drużynie, ubiegłorocznym Niepokonanym. Jadąc na mistrzostwa jako obrońcy tytułu, mieliśmy świadomość, że wszystkie oczy skierowane będą właśnie na Nas. Od mistrzów wymaga się więcej, zwłaszcza jeśli rok wcześniej pobili rekord Europy. Czuć było w powietrzu nadzieję na złamanie magicznej bariery 16 sekund. Blejdzi to ekstremalnie doświadczeni handlerzy i wspaniałe, ultraszybkie psy. No i ja – żółtodziób, któremu los dał bardzo utalentowanego chudego psa, trzeci raz w życiu stojący przed flyballowym sędzią. Trener nie omieszkał chwycić za łapki i rzucić nami wprost w najgłębszą głębię oceanu. Czwartek i piątek nie zwiastowały, że całe to zamieszanie może skończyć się zawałem. Świetnie się bawiłam, kibicowałam, pomagałam pozostałym naszym drużynom. Jednak niedzielny poranek upłynął pod hasłem „Wiedz, że coś się dzieje.” Jadłowstręt, szalone kiszki, rozedrgane ręce, i emocje podłączone do zapalnika. Siłą wcisnęłam w siebie śniadanie Małysza. I te czarne myśli: A co, jeśli moja reakcja startowa będzie na poziomie wozu drabiniastego? A co jak Django pobiegnie na drugi tor? A co, jak wypuści piłkę przed fotokomórką? Całe szczęście, mając u boku tak genialną drużynę, a przy uchu Bartka wiedziałam, że co by się nie zdarzyło, nie utoniemy. Uczucie bezwarunkowego wsparcia i akceptacji ze strony bliskich, to bez wątpienia jedno z lepszych uczuć w życiu. Przenoszenie gór staje się naturalne niczym pasienie dla bordera.

W dniu startów koczowaliśmy w pobliskim lesie na tyłach ringów. Las dawał cień i dobry ogląd sytuacji na ringach. Wtem, dzieje się. Przychodzi Aga i oznajmia, że za dwa mecze startujemy. Wielkie poruszenie, rozgrzewanie psów, nerwowe poszukiwanie szarpaków, ostatnie slalomy i rozkręcanie zastanych stawów. Pierwszy mecz. Po drugim wyścigu nasz Field Manager biegnie poprawić hopki, a sędzia nakazuje mu odejść i ich absolutnie nie dotykać. Konsternacja, cisza i nagle fala zachwytu przetacza się po publiczności. Ze swoich 22 startowych metrów myślałam, że lud oszalał i bije brawo niedoszłemu hopkowemu pedantowi. Jednak ułamek sekundy później wszystko staje się jasne – ZROBILIŚMY TO! Jako pierwsza drużyna w historii europejskiego flyballu przełamaliśmy barierę 16 sekund ustanawiając nowy rekord Europy – 15,96 sek.! Nasze marzenie właśnie stało się rzeczywistością! Twarze mokre od łez, serca wyrywają się z klatek, ręce drżą, radości nie ma końca. A tu jeszcze jeden wyścig do zrobienia. I weź tu człowieku uwolnij whippeta co do setnej sekundy. Spięłam zadek i jakoś poszło. Mecz wygrany, rekord pobity, apetyty wilcze.

Nie sposób pominąć w tym przydługim wywodzie Gest Muszała. W półfinałowym biegu, idąc łeb w łeb z Green Angels, na ostatniej zmianie zarówno my, jak i oni popełniliśmy błąd. Zatem, poprawka! Podczas, gdy nasi rywale zaplątali się we własnym poprawianiu, Robert brawurowym, eleganckim i subtelnym niczym baletnica gestem zatrzymał Dextera, po czym wysłał go w stronę boksu. Publika krzyknęła z zachwytu. Nagranie tego pięknego popisu już obiegło świat, a Gest Muszała przeszedł do historii i jeszcze długie lata będzie wspominany jako przykład perfekcji.

Eksplozją ostateczną, wybuchem atomowej bomby był finał pierwszej dywizji. O tym, co działo się z moim organizmem 10 min przed startem wspominać tu nie wypada, uwierzcie na słowo, że było dość luźno (If you know what I mean). Na totalnym skupieniu staję na ringu na przeciw boksu, u boku najwspanialsza drużyna świata, dookoła wielka publiczność skandująca jednym głosem „Polska! Polska!”. Pomyślałam: „No babo, jest robota do zrobienia, a ty tu już chcesz ryczeć ze wzruszenia?!”. Teraz rozumiem, co czują siatkarze kiedy cała hala zagrzewa ich do walki dopingiem. I zaczęło się. Ekstremalnie skupieni, napięci niczym cięciwa łuku gotowa do szaleńczego wystrzału. Sędzia dał znak i uwolniliśmy bestie. W pięknym stylu obroniliśmy mistrzowski tytuł wygrywając 3:0 z belgijską drużyną Green Angels. W ostatnim biegu uzyskaliśmy imponujący czas 16,36 sek. To wspaniały wynik na zakończenie zawodów w tak piekielnych warunkach. Okrzyki radości, salwy śmiechu, morze łez, tony uścisków i buziaków, wielki wybuch emocji wszystkich, którzy zgromadzili się, by nam kibicować. Jakieś 120 sekund nie byłam w stanie podnieść się z ziemi, na którą rzuciły mnie moje waciane nogi. Zrobiliśmy to! Obroniliśmy tytuł, i to mając w składzie totalnie świeży chudełowy duet. Ponoć bardzo ładnie i zarażająco płaczę ze szczęścia.

Wiele razy miałam okazję obcować z ekstremalnymi emocjami, stresem i skupieniem. Zdarzało mi się również wylewać łzy radości. Jednak to, co dane było mi przeżyć w ostatni weekend podczas EFC 2015 przerosło moje najśmielsze oczekiwania. To zaszczyt być częścią tak wspaniałej drużyny. Unleashed to precyzyjny, idealnie działający mechanizm. To zaszczyt być człowiekiem tak wspaniałego psa. Django z wyzwania na wyzwanie poraża swoimi zdolnościami. Genialna drużynowa współpraca, świetne rozumiejące się psio-ludzkie duety, które łączą wyjątkowe więzi, a przede wszystkim niesamowici sprawcy tego całego zamieszania – Ania i Darek Radomscy – to wszystko sprawiło, że 9 sierpnia 2015 roku, kolejny raz stanęliśmy na najwyższym stopniu podium Mistrzostw Europy dumnie dzierżąc w dłoni puchar z nowym rekordem kontynentu. A to dopiero początek…

Tak ustanawialiśmy nowy rekord Europy, w składzie Djagno, Spy, Pris, Jinn:

video master: Anna Pająk Radomska

Mag!

P.S.

By dowiedzieć się więcej o flyballu, zajrzyjcie na stronę i fanpage Unleashed Flyball Team oraz na stronę Związku Sportu Flyball.

Jeśli chcecie być na bieżąco z Talk with Dog, dodajcie do ulubionych mój fanpage ;)

zdjęcie w tle: fotografiapodpsem.pl