Gdy Chudość się nudzi

Znam whippety, które niezależnie od aury hasają po dworze bez najmniejszego problemu. Znam również takie, które potrafią od jesieni do wiosny wegetować w swoich pluszowych norkach. Ale są również takie, jak Django, które ni to wyjść na dwór, ni to spać całymi dniami. Jak wtedy umilić życie w czterech ścianach naszym kochanym Chudełom? Opiszę Wam, jak wygląda to u nas.

1. Poszukiwacz smaczków.

Przygotowuję całe stado pysznych, pachnących smaczków. DJ zostaje w jednym pomieszczeniu, a ja biegam po mieszkaniu i chowam smaczki w przeróżnych miejscach. Na początku nie zbyt skomplikowanie, potem coraz trudniej. Pod poduszkę, na półkę z książkami, a dolną półkę od stolika w salonie, itp. Wracam do Django, daję mu jeden smaczek na zachętę i mówię „szukaj”. I pieseł przewąchuje całe mieszkanie, najwęższą jego szparkę w poszukiwaniu pyszności. Super sprawa – główka pracuje!

2. Pogromca pudełek.

Mamy w domu składzik z pustymi pudełkami. Od maleńkich po żarówkach, po wielkie po wyciskarce do owoców. Gdzieś pomiędzy cała góra rolek po różnych papierach. Bierzemy pudełko, pakujemy w nie smaczołki, pokulkowane gazety, i może to pudełko jeszcze w pudełko. Na początek tyle wystarczy, ale z czasem trzeba będzie wzmocnić konstrukcję – owijamy pudełko taśmą malarską, taką papierową. Dajemy psu i mamy imprezę na całego. Gryzienie, rozdzieranie, rozszarpywanie, rzucanie o podłogę – wszystkie chwyty dozwolone. A na koniec pyszna nagroda. Szczęście, uśmiechnięta buzia i zaspokojona potrzeba rozszarpywania i gryzienia gwarantowane! I nie martwcie się, że pies połknie papier. W większości przypadków je wypluwają, a nawet jeśli, to psy nie trawią celulozy, więc po prostu przez niego przeleci.

3. Sztukmistrz.

Generalnie nie uważam, że milion sztuczek w rękawie jest do czegokolwiek psu potrzebne, ale Dj uwielbia się uczyć nowych rzeczy, więc kilka mamy opanowane. Czy to zwroty w prawo i w lewo, zamykanie drzwi (nie uczcie otwierania, bo może być to potem nieco problematyczne :P ), wskakiwanie na ręce, ukłon, podnoszenie różnych rzeczy i dawanie do ręki, itp. Wybierzcie coś, co wydaje Wam się najzabawniejsze, najpraktyczniejsze lub najgłupsze i kroczek po kroczku zacznijcie się tego uczyć razem z psem. Tylko pamiętajcie, by dostosować sztuczkę do jego fizycznych i psychicznych możliwości.

4. Marna imitacja psa.

Niektórzy są temu przeciwni, ale ja bawię się z Djangulcem, jakbym była psem. Ukłony zachęty, pacanki, podgryzanie łap, ganianki itp. Możecie najpierw pooglądać filmiki, jak psy bawią się ze sobą, albo poobserować je na spacerach. Ważne, żeby pamiętać, że nie mamy takiego wyczucia jak psy i lepiej puścić szybciej niż za późno i chwicić lżej niż mocnej. Jak się zastanawiasz, czy wystarczy, to znak, że już dawno powinieneś przestać ;) Wszystko w granicach rozsądku. Ale zabawa przednia :D

5. Stopochwyt.

To jest najgłupsza zabawa, którą mamy. Nie jestem z niej dumna, ale podzielę się nią z Wami ku przestrodze ;) Od małego nauczyliśmy Dja, że jak stopy są pod kołdrą (vel przykryciem, cienkim kocykiem też…), to można na nie polować i gryźć. Wyobraźcie sobie cztery stopy szaleńczo biegające pod kołdrą, które można schwytać i zamordować. Czad na maksa! Fascynujące jest to, że jak któraś niechcący wymsknie się spod kołdry, to Dj jej nie chwyta. Jednak jak tylko zobaczy jakąś chociaż pod cieniutkim prześcieradłem, to zaczyna się polowanie. Niby wszystko jest pod kontrolą, ale…Ała! Nie róbcie tego w domu.

6. Akrobata na fitnessie.

Mamy w domu dwie piłki do fitnessu – jeden orzeszek i drugą normalnie okrągłą, do tego beret. Django regularnie na nie wchodzi (oczywiście, jak są pod moją kontrolą) czy to przednimi, czy tylnymi czy wszystkimi łapami i ćwiczy mięśnie głębokie. Świetna sprawa, szybko widać efekty, szybko poprawia się równowaga i świadomość ciała psa. Wchodzenie tylnymi łapami na różne przedmioty również ćwiczy świadomość pupki, którą niestety niewiele psów posiada.

7. King KONG.

Zapewne większość z Was kojarzy KONGi. Można w nie upchnąć smaczki albo jakieś wypełniacze do wylizania. Gdy będą w nim smaczki, pies zacznie rzucać KONGiem po podłodze, by wypadły, więc zadziała to pobudzająco. Za to, gdy w środku będzie coś do wylizania, fajnie wyciszy psa. W lecie można takiego wypełnionego KONGa zamrozić – wylizywanie potrwa dłużej i będzie to miła ochłoda dla zmęczonego upałem ciała.

8. Pan w Gabinecie Masażu.

Django wprost uwielbia być masowany. Nie robię tego w jakiś szczególny sposób. To raczej pies podpowiada mi gdzie i jak chce być masowany. Korzystam z prostych technik masażu T-Touch lub GaSa. Ale w większości robię to intuicyjnie. Masaż wspaniale rozluźnia napięcia w ciele, pomaga odwrażliwiać psa na dotyk świetnie wpływa na Waszą relację, ponieważ jest w nim coś intymnego :)

9. Odbiornik Energii.

Nie jest to punkt obowiązkowy. Nie każdy to zna, nie każdy chce, nie każdy rozumie. Jak pisałam w relacji z Warsztatów z Kirsten Helming, mam zrobiony pierwszy stopień Reiki i regularnie robię Djangulcowi zabiegi. Niesamowicie jak dobrze to na Niego działa. Sam przychodzi, bym troszkę go doenergetyzowała :)

A cała reszta to spanie w najdziwniejszych pozycjach świata, bycie kotem na parapecie i wychodzenie na szybkie siku na ten okropny, zimny i wietrzny dwór.

Zatem, moi Drodzy, nie taki dom straszny! Wykażcie się kreatywnością i słuchajcie tego, co mówi Wam pies.

A Wy, jakie macie sposoby na jesienną nudę? Podzielcie się nimi w komentarzach i na facebooku!

Mag :)