Magda

Czytając ludzkie opowieści, lubię wiedzieć, z kim mam do czynienia. Dlatego też, opowiem Wam co nieco o sobie, byście wiedzieli, z kim macie do czynienia i mogli lepiej zrozumieć to, o czym piszę.

Jestem córką lekarza weterynarii. Tata jest prawdziwym Wetem przez duże „W”, takim z powołania. Mieszkając w dużym mieście wojewódzkim, wybrał pracę w oddalonej od niego o kilkadziesiąt kilometrów wsi. Takiej jak te, które widzi się w reportażach o biednych rejonach naszego kraju. Tam, od 40 lat ma swoją lecznicę. Od kiedy byłam na tyle ogarniętym małym brzdącem, by nie przeszkadzać Tacie w pracy, uroczo prosząc „mogę nie iść dziś do przedszkola, tylko pojechać z Tobą do pracy”, jeździłam z Tatą do lecznicy. Wskakując w gumiaki jeździłam z Nim teren. Pomagałam jak mogłam, nosiłam torbę, podawałam leki, nie dałam się wygonić od ŻADNYCH zabiegów. W sumie było dla mnie oczywiste, że pójdę w ślady Taty i z czasem przejmę Jego lecznicę. Jednak życie miewa swoje własne plany. W międzyczasie zaczęłam jeździć konno i to właśnie konie były moją pierwszą zwierzakową miłością. Zostało mi do dzisiaj ;) Przez dwanaście lat chodziłam do szkoły muzycznej, by na koniec otrzymać tytuł „muzyk instrumentalista ze specjalnością gra na fortepianie”. Muszę przyznać, że ta szkoła to był jeden z genialniejszych pomysłów moich Rodziców. W międzyczasie, Tata kategorycznie zabronił mi pójścia na weterynarię, „bo to nie jest zawód dla kobiety” (chciałam leczyć duże zwierzęta). I nie wiem, co ja sobie wtedy myślałam, ale Go posłuchałam i ostatecznie skończyłam psychologię. Może po prostu byłam grzecznym dzieckiem, które słucha Rodziców? Z perspektywy czasu wiem, że Tata miał swoją rację w tym zakazie, jednak ja nie miałam prawa rezygnować przez to ze swoich marzeń. Ostatecznie wykrzyczałam Mu „I tak skończę ze zwierzętami jak Ty!”. Otrzymawszy znamienity tytuł „magistra psychologii”, kilka miesięcy później otrzymałam inny tytuł, ten który znaczy dla mnie najwięcej, tytuł „trenera psów”. Ale po kolei.

Planując przyjęcie pod swój dach psa, przygotowałam się do tego bardzo bardzo dokładnie. Jak do niczego innego w moim życiu. Między innymi, szukałam szkoły dla psów. Przekopawszy miliony stron, i opinii napotkanych osób, Bóg sprawił, że trafiłam na stronę Akademii Porozumiewania się ze Zwierzętami DOBRY PIES. Od pierwszych słów przeczytanych na ich stronie czułam, że to jedyne dla mnie słuszne psie miejsce na Ziemi. Późniejsze wydarzenia tylko to potwierdziły. Ale o tym, i o przygotowywania do pojawienia się psa w moim domu, napiszę w osobnych postach. I właśnie podczas kursu trenerskiego w DOBRYM PSIE, Agnieszka przekazała mi cząstkę swojej OGROMNEJ wiedzy, pasji, fascynacji, mądrości…. nie sposób zliczyć. Ale przede wszystkim zaszczepiła we mnie niesamowitą wrażliwość, chęć rozumienia psów, patrzenia na świat z ich perspektywy, szacunku, tolerancji, bycia wobec nich fair, bycia zrozumiałą, stawiania ICH DOBRA na pierwszym miejscu wobec całej reszty związanej ze szkoleniem i psioludzkim życiem. Pierwszy raz w życiu czuję, że jestem na właściwej ścieżce, że właśnie to powinnam robić. Po konsultacjach z moim pierwszym klientem – Gretką – dosłownie wyleciałam na skrzydłach zachwytu z jej domu. Niesamowita sprawa! A najlepsze jest to, że wiem, iż to dopiero początek tej fascynującej przygody. Czuję nieodpartą chęć uczyć się w nieskończoność, a co gorsza biec w świat i dzielić się tą wspaniałą wiedzą z całą ludzkością. Drżyjcie, narody! :P

Decydując się na zaproszenie do swojego domu psa, nie spodziewałam się, że ta mała kochana istotka tak bardzo zmieni moje życie. Nigdy nie przypuszczałam, że to właśnie On pomoże mi odnaleźć moją życiową drogę. Wszak tyle lat biegałam jak wariatka w wielu kierunkach szukając swojego miejsca. A to miejsce było przy moim Django. Uczucie spokoju związanego z odnalezieniem swojej drogi jest niewyobrażalnie genialne.

Mag :)

alt

alt

alt

P.S.
Wszelkie pytania dotyczące mego fascynującego życiorysu, proszę kierować na adres mailowy: magda@talkwithdog.pl