Najlepszy prezent dla whippeta

W kontekście ostatnich urodzinowych wydarzeń, chciałabym zainspirować Was do kupna Waszym whippetom najlepszego prezentu ever. O ile jeszcze go nie macie.

DYWAN.

Tak! Nie super pluszaki, smaczki, zabawki, legowiska, nawet nie maciorka z IKEI, ale właśnie dywan jest według mych obserwacji najlepszym prezentem dla Chudeła :D

W mojej rodzinie, od kiedy pamiętam, centrum życia domowego był wielki, puszysty, milusi, niczym nie zastawiony biały dywan w salonie. Spotykamy się tam wieczorami, by spędzić wspólnie czas, obejrzeć film, powygłupiać się. To o nim myślimy podczas wigilijnej kolacji, bo jest nam bazą do rozpakowywania prezentów. Na dywanie bawimy się z córeczkami mojego brata i na nim drzemią w ciepłe wiosenne popołudnie. Nie gdzie indziej, ale na tenże dywan, Django kieruje swoje pierwsze kroki po przekroczeniu progu mieszkania „Dziadków”. I co to się nie wyprawia! Tańce, hulanki swawole! Tarzania, bączkowania, miziania… Rzadko mam okazję oglądać go radośniejszego.

Niestety, przez wszystkie lata naszego wspólnego życia, nie mogłam namówić Jarka na kupno dywanu do naszego mieszkania. Bo bez sensu, bo roztocza, no i psuje design. I oto, na drugie urodziny Djangulca, stało się – JEST DYWAN! Pulchne, miękkie, zapraszające do przytulenia się szczęście. Oczywiście, nie nagrałam momentu rozpakowywania i zachwyconej miny Dja… ale wierzcie mi na słowo – szok i niedowierzanie zmiksowane z zachwytem i wzruszeniem.

I tak leży na nim od soboty, ani myśląc o wylegiwaniu się w dotychczasowych spotach. Nawet w nocy, jak mu nie przypomnimy, że jest dla niego miejsce w łóżku, zapomina odkleić się od dywanu. Ale czy można się temu dziwić? Cóż jest przyjemniejszego od mięciusiego dywanu, który chroni żebra i delikatną skórę przez ochydą gołej podłogi :)

A jeśli chodzi o roztocza oraz inne kłaki i piachy, polecam Wam test i recenzję Roomby, którą popełniła Zosia z Pies w Warszawie. Samo się sprząta.

Także, moi mili, DYWANY DLA WHIPPETÓW! :D

Mag!