<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom" version="2.0" xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/"><channel><title><![CDATA[Talk with Dog]]></title><description><![CDATA[Django the whippet, Quentin the saluki and Mag]]></description><link>http://blog.talkwithdog.pl/</link><generator>Ghost 0.7</generator><lastBuildDate>Thu, 30 Aug 2018 19:46:34 GMT</lastBuildDate><atom:link href="/rss/" rel="self" type="application/rss+xml"/><ttl>60</ttl><item><title><![CDATA[Tłum, czyli dlaczego Psy nie są urodzonymi imprezowiczami.]]></title><description><![CDATA[Dlaczego nie powinniśmy zabierać swoich psów na masowe imprezy?
]]></description><link>http://blog.talkwithdog.pl/pies-w-tlumie/</link><guid isPermaLink="false">512494c9-cd64-4a80-a0a8-f392bdfc936f</guid><category><![CDATA[tłum]]></category><category><![CDATA[pies]]></category><category><![CDATA[impreza]]></category><category><![CDATA[stres]]></category><category><![CDATA[dyskomfort]]></category><dc:creator><![CDATA[Magdalena Berecka]]></dc:creator><pubDate>Wed, 17 Jan 2018 23:52:00 GMT</pubDate><media:content url="http://blog.talkwithdog.pl/content/images/2018/01/unnamed.jpg" medium="image"/><content:encoded><![CDATA[<blockquote>
  <img src="/content/images/2018/01/unnamed.jpg" alt="Tłum, czyli dlaczego Psy nie są urodzonymi imprezowiczami."><p>Mój Pies:</p>
  
  <ul>
  <li>kiedy przychodzą do nas goście, nie ekscytuje się - spokojnie czeka aż wszyscy ludzie się przywitają, dopiero potem podchodzi, by dać się pogłaskać</li>
  <li>gdy domówka się rozkręca, idzie do drugiego pokoju spać</li>
  <li>nie podchodzi i nie ciągnie do psów na spacerze - jeśli chce się z jakimś przywitać, to robi to kulturalnie, bez szybkiego podbiegania i namolnego obwąchiwania</li>
  <li>sam odchodzi od psów, kiedy zabawa z nimi robi się zbyt intenstywna</li>
  <li>podczas spaceru po mieście jest zrelaksowany, nie przeraża go miejska dżungla</li>
  <li>jeździ komunikacją miejską, w której spokojnie siedząc z uśmiechem na pysku zbiera komplementy od współpasażerów</li>
  <li>kiedy idziemy do restauracji, śpi wyciągnięty na boku, czasem nawet biega przez sen</li>
  </ul>
  
  <p>Jeżeli choć JEDNO z tych stwierdzeń NIE dotyczy Twojego psa, nie bierz Go ze sobą na Łapa Targ. Daj się ponieść zakupowemu szaleństwu, podczas gdy Twój pies będzie wyluzowany czekał na prezenty w swoim ukochanym, cichym domu.</p>
</blockquote>

<p>To informacja, którą razem z organizatorkami Łapa Targu bombardowałyśmy przyszłych odwiedzających targi. Zdradzę Wam tajemnicę związaną z tym wpisem - znam tylko jednego psa (a z racji wykonywanego zawodu, psów znam całe mnóstwo), którego dotyczą wszystkie te stwierdzenia. I nie jest to mój pies. Jaki z tego morał? Ogromna większość psów, które odwiedziły targ, nie powinna się tam znaleźć. </p>

<p>Szczekanie, warczenie, obnażanie zębów. Trzęsące dupki, wypadająca sierść, rozjeżdżające się łapy. Ugryzienia, przerażenia, posikiwania. Zastygania, zamykania oczu, zesztywnienia. </p>

<p>“Nie nie, on się tak trzęsie, bo ma problemy neurologiczne.”
“On po prostu boi się chodzić po takiej podłodze, bo rozjeżdżają mu się łapy. Ha ha.”
“Przyszliśmy tu w ramach socjalizacji. Ale świetnie sobie radzi!”
“Ona tak kocha wszystkie pieski, proszę, jak jej się buziak śmieje.”
“Ahh, to taki towarzyski pies jest, ze wszystkimi chce się witać, wszystkim rozdaje buziaczki.”
“Ona tak tylko stroszy piórka, że niby taka straszna jest. Tak na prawdę kocha wszystkie pieski.”</p>

<p>I tak mogłabym jeszcze ze 3 strony cytatów i obserwacji, które mieliśmy wątpliwą przyjemność zebrać wraz z innymi wystawcami. </p>

<p>Drodzy Właściciele, do stu tysięcy beczek zjełczałego tranu… Nie, Wasze Psy nie bawią się świetnie w dzikim tłumie obcych psów i ludzi zgromadzonych na małej przestrzeni. Serio. <br>
Psowate, w naturze, nigdy przenigdy nie spotykają się na pogaduszki przy herbacie i ciastku z obcymi psami, tymi z innych grup rodzinnych. To, że nasze psy mieszkają razem z nami w mieście, nie sprawiło, że nagle miliony lat ewolucji wyparowały. Owszem, nasze psy przyzwyczajają się, że wokół są obce psy, jak również przyzwyczajają się, że mamy obsesję na punkcie “niech się przywita”. Swoją drogą, nie rozumiem, dlaczego zakładamy, że psy lubią podchodzić do każdego obcego psa na ulicy i dawać mu buzi w policzek (bo wąchnięcie zadka, mniej więcej to właśnie znaczy). Ja osobiście nie całuję wszystkich mijanych przechodniów… I owszem, możemy nauczyć swojego psa spokojnego mijania innych psów na ulicy, nawet bok w bok. Ale zawsze będzie to dla Niego coś nienaturalnego, co wymagało od Niego pokonania naturalnych odruchów. Więc jest spora szansa, że u wielu psów, gdzieś ta samokontrola odbije się czkawką. <br>
Zabierając psa w tak bardzo zatłoczone ludźmi i psami miejsce, jakim są imprezy typu targi dla zwierzaków, wymagacie od Niego nadpsiej samokontroli. Większość psów, jakie spotykam w swojej pracy to psy niepewne siebie, niepewne w kontaktach z obcymi psami, potrzebujące czasu i przestrzeni na spokojne zapoznanie. Na targach, oprócz psów, dochodzi tłum podekscytowanych obcych ludzi, którzy piszczą i wyciągają ręce do głaskania. A głaskanie przez obcych ludzi, to dla psa jedna z mniej przyjemnych rzeczy. I to, że pies lata jak wariat od człowieka do człowieka i “łasi się prosząc o głaski”, to najczęściej objaw ogromnego stresu i nieradzenia sobie z emocjami, a nie pełni szczęścia. Dodajmy do tego morze zapachów - od smakowitych kąsków, przez psie kosmetyki, siki innych psów, perfumy ludzi, a wszystko to okraszone hałasem generowanym przez podekscytowanych zakupowiczów odbijającym się się echem od ścian. Zastanówcie się przez chwilę, dogrzebcie do swoich pokładów empatii i postawcie się w roli swojego psa. Na prawdę uważacie, że to przyjemne?</p>

<p>Jeśli chcecie socjalizować swojego psa z innymi psami lub ludźmi, umówcie się na spacer na fajnej, bezpiecznej łączce. Dajcie im przestrzeń, czas i możliwość wyboru, kiedy, w jakim tempie i czy w ogóle do siebie podejdą. <br>
Jeśli chcecie mieć psa miejskiego, zabierajcie go do miasta, ale nie w sam środek demonstracji pod sejmem, bo “jest dużo bodźca”. A potem słyszy się opowieści typu “jak idziemy u nas po osiedlu, to on się boi miasta, ale jak byliśmy w centrum, to był super wyluzowany”. Wiecie dlaczego był super wyluzowany? Bo ilość stresującego bodźca była tak duża, że psa odcięło i przestał reagować na cokolwiek… <br>
Jeśli chcecie kupić psu zabawkę bądź ciuch, doprawdy, wszyscy mamy w domu centymetr, którym możemy zmierzyć psa i zamówić rzeczy przez internet. A jeśli koniecznie musicie przymierzyć “na żywo”, to wejdźcie na targi, pójdźcie do konkretnego wystawcy, przymierzcie i wyjdźcie. Myśle, że 10min spokojnie wystarczy. Niestety, widziałam psy, które na targach spędziły po 2-3 godziny. Po co? </p>

<p>Jeżeli już uparliście się, żeby wziąć psa na targi, to proszę, słuchajcie co pies do Was mówi. Patrzcie na niego, odczytujcie sygnały uspokajające, które wysyła. Dziś informacje o tych sygnałach znajdziecie w dwie sekundy w internecie. Oblizywanie się, zastyganie, obnażanie zębów, dygot - to wszystko coś oznacza. Idąc na targi z psem nie ciągnijcie go za sobą od stanowiska do stanowiska będąc pochłonięci szałem zakupów. Jeśli wiecie, że macie problem ze skupieniem się na zwierzaku w takim miejscu, nie bierzcie go ze sobą. Jeżeli wchodzicie na wykład, do restauracji, autobusu i widzicie, że jest już tam jakiś pies, to nie siadajcie na siedzeniu obok. Nie, one się nie polubią od pierwszego wejrzenia, nie będą sobie jeść z dzióbków. Ba, nawet się nie zignorują. Naszczekają na siebie i nawarczą. Jeśli Wasz pies się załatwi, to posprzątajcie po sobie. Chcemy, by społeczeństwo traktowało nas - psiarzy, poważnie, a we własnym towarzystwie jesteśmy niewychowami, którzy nie potrafią wytrzeć siuśków własnego psa albo zebrać kupy. Ja wiem, że “od tego jest organizator i służba sprzątająca”, ale… serio?</p>

<p>I nie, absolutnie w żadnym wypadku nie zrobię wyjątku - taki spęd to nie jest miejsce dla psów. Koniec kropka. Nawet, jeśli są to psie targi. Organizator w ogromie swej ludzkiej empatii nie wywali wielkiego napisu “zakaz wprowadzania psów”. Może jednak apelować i głęboko wierzyć, że jego imprezę odwiedzają świadomi ludzie, dla których dobro ich psów jest najważniejsze. Zwłaszcza, że przed imprezą prosi o przemyślenie sprawy. </p>

<p>Dlatego kolejny raz błagam - niech dobro Waszych psów będzie dla Was najważniejsze. Zawsze, zanim zdecydujecie się na pokazanie psu nowej atrakcji, spójrzcie na nią z PSIEJ, totalnie nie ludzkiej, perspektywy i zastanówcie się, czy Wasz pies na prawdę będzie miał fun. </p>

<p>Mag</p>

<p>Piękne zdjęcia są własnością Halinki Uzdowskiej.</p>

<p><img src="/content/images/2018/01/DSC_3261.JPG" alt="Tłum, czyli dlaczego Psy nie są urodzonymi imprezowiczami.">
<img src="/content/images/2018/01/DSC_1296.JPG" alt="Tłum, czyli dlaczego Psy nie są urodzonymi imprezowiczami.">
<img src="/content/images/2018/01/DSC_3201-1.JPG" alt="Tłum, czyli dlaczego Psy nie są urodzonymi imprezowiczami."></p>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Ojciec nieznany.]]></title><description><![CDATA[<p>Poruszona skrajną nieodpowiedzialnością napotykanych właścicieli, opowiem Wam historię niedoszłego ojcostwa. </p>

<h6 id="akti">AKT I</h6>

<p>Jest niedziela, pogoda marzenie, umówiony spacer z najlepszymi przyjaciółmi Chudych. Idziemy po łące, zza krzaka wybiegają i pędzą w naszą stronę dwa wilczarze irlandzkie. Spokoluzik, to dwie znajome nam suczki. Są przywitania, są ukłony, uściski, jest radość. Blablabla,</p>]]></description><link>http://blog.talkwithdog.pl/ojciec_nieznany/</link><guid isPermaLink="false">c805e8a0-7082-4ea8-816f-e45b98f97014</guid><category><![CDATA[cieczka]]></category><category><![CDATA[odpowiedzialnosc]]></category><dc:creator><![CDATA[Magdalena Berecka]]></dc:creator><pubDate>Sun, 24 Sep 2017 14:56:26 GMT</pubDate><media:content url="http://blog.talkwithdog.pl/content/images/2017/09/DSC_3153.JPG" medium="image"/><content:encoded><![CDATA[<img src="/content/images/2017/09/DSC_3153.JPG" alt="Ojciec nieznany."><p>Poruszona skrajną nieodpowiedzialnością napotykanych właścicieli, opowiem Wam historię niedoszłego ojcostwa. </p>

<h6 id="akti">AKT I</h6>

<p>Jest niedziela, pogoda marzenie, umówiony spacer z najlepszymi przyjaciółmi Chudych. Idziemy po łące, zza krzaka wybiegają i pędzą w naszą stronę dwa wilczarze irlandzkie. Spokoluzik, to dwie znajome nam suczki. Są przywitania, są ukłony, uściski, jest radość. Blablabla, pogaduchy z właścicielką Dziewcząt. Orientuję się, że nie ma Quena (to norma, więc jakoś szczególnie się nie przejmuję). Nie ma też jednej z wilczarzek. Mówię: "Ah, pewnie się razem bawią, w końcu w podobnym wieku ta Głupota". Na co właścicielka cała uradowana, promieniejąca wręcz szczęściem, świergocze: "No tak, no tak, na pewno gdzieś razem hasają, moja ma 3 dzień cieczki. Ha ha ho ho." Cisza, konsternacja, szok pomieszany z niedowierzaniem. "Co proszę?!?! Ona ma cieczkę, a Ty puszczasz ją luzem na łąkach pełnych psów w spacerowym szczycie dnia?! Przecież Quen ma jajka! Jest samcem w testosteronowym apogeum!" Po czym rzucam się na ratunek. Ucieszona właścicielka krzyczy zza krzaka: "To trzeci dzień, spokoooojnieeee". </p>

<h6 id="aktii">AKT II</h6>

<p>Dopadam do towarzystwa. Suka leży na trawie, a Quen stoi nad Nią i kopuluje powietrze w szaleńczym zapamiętaniu. Mówię do Niego spokojnie i próbuję podejść. Nie dociera, zaczyna odskakiwać, żebym Go nie złapała. Patrzę na saluczy pysk, a tam zamiast oczu totalne szaleństwo, kompletny brak mózgu, nie ma nic, poza wirującymi małymi siusiakami przelatującymi w miejscach niegdysiejszych źrenic. Myślę: "No to pompa, cały spacer spalony, pies odpadł na maksa". Drę się do właścicielki suki, żeby mi pomogła ogarnąć sytuację. Ta, niespiesznie przybywa i udaje jej się złapać Niewiastę. Ja łapię Quentina za ogon i zapinam na smycz. Właścicielka cała w skowronkach, ja płonę ze wzburzenia, a moja ukochana Kasia rzuca na odchodne właścicielce: "Ależ to by było piękne połączenie - wilczarzo-saluczki. Na całym świecie takich nie ma!".</p>

<h6 id="aktiii">AKT III</h6>

<p>Spacer trwał kolejne 50min. Przez cały spacer Quen szedł na lince, ponieważ kompletnie nie było z nim kontaktu. W pewnym momencie, kiedy napił się wody, wytarzał i zdradzał znamiona powrotu do rzeczywistości, spuściłam Go. Nie minęła sekunda, a Q dzikim pędem biegł na poszukiwania swojej dziewczyny. Django w kasiową dłoń i lecę jak opętana żeby nie zgubić z oczu czarnego pióropusza. I dupa. Nie ma psa. Myślę: "Nie no, czad. Łąki wielkie jak akermańskie stepy, wilczarze pewnie już dawno w domu, a ja nie mam psa. Bosze, co się robi, jak zgubi się pies?! Omatko omatko!". Drę się co sił w płucach, po kilku minutach słyszę tętent, odwracam się, jest Quen - dzikość w oczach, piana na pysku, stracony oddech, ale jest. Linka, woda i dawaj spowrotem do naszych ziomków. </p>

<p>Z tego, co mówiła Kasia, kiedy starsza suczka owej właścicielki miała cieczkę, sytuacja była identyczna. Wtedy trafiło na Arthura - wspaniałego, dużego nowofunlanda, jednak dotkniętego bardzo bardzo bardzo poważną dysplazją. Co mogła mieć właścicielka wilczarzki? A ze 12 małych niufowilczarzy, wszystkie z tragicznie chorymi stawami. Hell yeah! </p>

<p><img src="/content/images/2017/09/DSC_3291.JPG" alt="Ojciec nieznany."></p>

<p>Pamiętam z czasów, kiedy bywałam na wystawach psów, jak właściciele nic nie robili sobie z tego, że suki mają cieczkę i zabierali je na wystawę. Zadowoleni z siebie myli je chusteczkami, żeby nie było widać krwi i wsadzali do klatki, nierzadko ustawionej przy samym ringu. No, jest bezpieczna. A to, że obecne na wystawie samce nie są w stanie wyjść na ring, bo odchodzą od zmysłów czując sukę gotową do krycia? Kogo to obchodzi. Wystawa opłacona, a że cieczka wcześniej niż się spodziewali? Kasa nie może się zmarnować. </p>

<p>Ja wiem, że suka w cieczce to wciąż pies, który ma swoje psie potrzeby. I że ich ludzie chcą, żeby mogła normalnie hasać i być szczęśliwa. Ale sorry, Winnetou. Jest cieczka, są trzy tygodnie spacerów na smyczy, a jak chcecie pohasać, to jedźcie w odludne miejsce, gdzie macie pewność, że nie spotkacie innego psa. I mówienie, że "to dopiero trzeci dzień", jest totalnie nieodpowiedzialne, serio. Znam przypadki, gdzie suka normalnie kryta w 9-10 dniu cieczki, zaszła w ciążę w 32, bo wszystkim wydawało się, że dni płodne dawno za nimi i można ją puszczać z samcami. Wystarczyła chwilunia... <br>
Niby wszyscy wiemy, że w dzisiejszych czasach kalendarzyk sprawdza się dość kiepsko przy planowaniu rodziny, ale gdy przychodzi do naszych psów, jesteśmy totalnie nieodpowiedzialni i ryzykujemy sprowadzeniem na świat kolejnych kundelków. </p>

<p>A potem pociąga się do alimentów przygodnych ojców, bo przecież to ten okropny samiec napadł, zapłodnił i uciekł w nieznane. </p>

<p>Zatem, pamiętajmy - smycz to nie kara. Smycz to bezpieczeństwo. Smycz to odpowiedzialność.</p>

<p>Mag</p>

<p>Autorką zdjęć jest jak zawsze niezawodna Halinka Uzdowska &lt;3 <br>
(Nie, opisana w tekście dziewczynka, to nie Alis ze zdjęć ;) )
<img src="/content/images/2017/09/DSC_3256.JPG" alt="Ojciec nieznany.">
<img src="/content/images/2017/09/DSC_3223.JPG" alt="Ojciec nieznany.">
<img src="/content/images/2017/09/DSC_3306_01.JPG" alt="Ojciec nieznany."></p>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Bajka o Psie, który odstawał od normy.]]></title><description><![CDATA[<p><strong>PRZEDMOWA</strong></p>

<p>Jako, że pogoda sprzyja sielskim wyjazdom, i my, w pewien długi weekend wybraliśmy się w dzicz. Mieliśmy przyjemność spędzić z Chudymi cztery dni w towarzystwie bliskich znajomych. Niektórzy z nich mają psy, niektórzy mieli psy od zawsze, wszystkim psy są na swój sposób drogie i mają na ich temat</p>]]></description><link>http://blog.talkwithdog.pl/bajka-o-psie-ktory-odstawal-od-normy/</link><guid isPermaLink="false">49d5f09a-1223-4f94-9856-aa9f3bbcbd66</guid><category><![CDATA[norma]]></category><category><![CDATA[stereotypy]]></category><category><![CDATA[nadpobudliwość]]></category><category><![CDATA[stres]]></category><dc:creator><![CDATA[Magdalena Berecka]]></dc:creator><pubDate>Mon, 03 Jul 2017 17:18:04 GMT</pubDate><media:content url="http://blog.talkwithdog.pl/content/images/2017/07/IMG_6593-2.JPG" medium="image"/><content:encoded><![CDATA[<img src="/content/images/2017/07/IMG_6593-2.JPG" alt="Bajka o Psie, który odstawał od normy."><p><strong>PRZEDMOWA</strong></p>

<p>Jako, że pogoda sprzyja sielskim wyjazdom, i my, w pewien długi weekend wybraliśmy się w dzicz. Mieliśmy przyjemność spędzić z Chudymi cztery dni w towarzystwie bliskich znajomych. Niektórzy z nich mają psy, niektórzy mieli psy od zawsze, wszystkim psy są na swój sposób drogie i mają na ich temat jakieś tam wyrobione zdanie. <br>
Jednym z wątków przewodnich wyjazdu był wątek pt. "Omatko, jakie te Wasze psy są dziwne.". Wątkiem pobocznym było "No tak, dzieci psychologów też są zazwyczaj najbardziej popaprane." </p>

<p><strong>ROZDZIAŁ I</strong></p>

<p>Był sobie pies. Właściwie dwa psy. Natura ukształtowała je tak, by nie nosiły na sobie żadnego zbędnego balastu a ich wielkie klatki piersiowe pomieściły wydajne płuca i serce. Ich dziwny(!) wygląd sprawiał, że Ich ludzie codziennie musieli odpowiadać na pytania "One muszą bardzo dużo biegać, prawda?". Jakież zdziwienie budziła odpowiedź, że wcale nie bardzo dużo tylko bardzo szybko w bardzo bezpiecznym miejscu. <br>
Kolejne zdziwienie na postronnych twarzach budził fakt, że Ich ukochaną czynnością zaraz po jedzeniu i bieganiu jest... spanie. I to takie spanie 16 godzin na dobę. <br>
Co więcej, owe Psy na zachęty do zabawy w aportowanie, podejmowane przez postronnych, mówiły "Ok, spoko, mogę kilka razy pobiec, skoro tak to lubisz.", bądź stwierdzały, że to głupie i odchodziły kopać dziurę lub leżeć na trawie i oglądać obłoki. <br>
Jeden z psów, miał naturę filozofa - uwielbiał siadać na środku ogrodu (również w deszczu) i rozmyślać o prawidłach rządzących światem. Co więcej, gdy spotykał nowego człowieka, nie biegł do niego w podskokach prosząc o głaski, a stawał w pewnej odległości i analizował, czy w ogóle jest sens do człowieka podchodzić, a jeśli jest to w swoim czasie. Na ciumkanie i wyciąganie rąk w swoim kierunku, reagował pełnym politowania spojrzeniem i odwróceniem się na pięcie. <br>
Oba Zwierza, podczas ludzkich posiadówek, wolały udać się w zaciszne miejsce i spać, niż czynnie uczestniczyć w spotkaniu zabiegając o uwagę i przynosząc zabawki. <br>
Generalnie na co dzień w domu, można by pomyśleć, że Psów nie ma. <br>
<img src="/content/images/2017/07/33896771224_ec06147ea5_o.jpg" alt="Bajka o Psie, który odstawał od normy."></p>

<p><strong>ROZDZIAŁ II</strong></p>

<p>Wybór cytatów odnoszących się do owych Psów. Cytaty pochodzą od osób postronnych:</p>

<ul>
<li><em>"Ej, on jest jakiś nienormalny."</em></li>
<li><em>"Dlaczego ten pies się tak patrzy w nicość?"</em></li>
<li><em>"Ty, ja wiem! On jest autystyczny!"</em></li>
<li><em>"Booosze, moja to już by skakała mi na wysokość twarzy, żeby tylko dostać ten patyk."</em></li>
<li><em>"Mój to potrafi za piłką z godzinę latać i nie ma dosyć."</em></li>
<li><em>"One są jakieś chore, że tyle śpią?"</em></li>
<li><em>"Myślisz, że jak krzyknę Allahu Akabar, to wysadzi się w powietrze? Bo wygląda na psychopatę. Pewnie ma pod futrem pas szahida."</em></li>
<li><em>"Ty na pewno specjalnie wybrałaś takie dziwaki, bo nikt ich nie chciał, a Ty postanowiłaś im pomóc. To miłe."</em></li>
<li><em>"A Ty przypadkiem nie pracujesz z psami? To czemu z nimi czegoś nie zrobisz?"</em></li>
<li><em>"Nie wstydzisz klientom takich psychicznych psów pokazywać? Oni w ogóle chcą potem z Tobą współpracować?"</em></li>
<li><em>"Ale jaja, one nie potrafią dawać łapy. W ogóle potrafią jakieś sztuczki? Jakieś zawijanie się w koc, czy coś?"</em></li>
<li><em>"Patrzcie, jak się na mnie gapi, jakiś czub!"</em></li>
<li><em>"Dzieci! Dzieci! O matko, dlaczego te psy warczą?! Naszemu dzieci mogą na grzbiecie jeździć i rękę do pyska wsadzać jak śpi i nic by nie zrobił."</em>
<img src="/content/images/2017/07/DSC_2792.JPG" alt="Bajka o Psie, który odstawał od normy."></li>
</ul>

<p><strong>ROZDZIAŁ III</strong></p>

<p>Pies normalny to taki, który aż piszczy z radości, kiedy się z kimś wita i daje buziaki i skacze i merda ogonem tak, że prawie mu pupa wypada z zawiasów. Taki pies, o każdej porze dnia i nocy jest gotowy do świetnej zabawy. Na widok rzucajki w ręce człowieka jest gotów wyjść z siebie, by tylko móc za nią pobiec i przynieść z powrotem. Zawsze. Co więcej, może to robić tak długo, jak tylko człowiek chce, nawet godzinę. Normalny pies, z dziką radością bawi się z każdym napotkanym psem i może robić to do upadłego. No, chyba, że jakiś mu nie podpasuje, to wtedy jest spina. Po takich harcach przychodzi do domu i pada. Cały szczęśliwy i nawet godzinę odeśpi. Potem jest znów jak nowy, gotów na kolejną porcję rozrywki. Kiedy taki normalny pies mieszka w domu z dziećmi, jest ich wspaniałym przyjacielem i kompanem. Uwielbia się z nimi bawić w ganianego, w chowanego i w "jeżdżenie na koniku". Lubi też, gdy dzieci bawią się w dentystę i grzebią mu w pysku. Jego ulubionym powitaniem jest, kiedy dziecko miętoli mu pysk i daje buziaka prosto w nochala. Dzieci uwielbiają wychodzić z nim same na spacer - czyż to nie wspaniała nauka odpowiedzialności i poczucia obowiązku? Ponadto, typowy pies zawsze towarzyszy swoim ludziom w imprezkach. Uwielbia być w centrum uwagi, chodzi od gościa do gościa i przynosi ulubione zabawki - chce się bawić. Taki jest towarzyski! </p>

<p><strong>EPILOG</strong></p>

<p>Tak. Przytoczony w poprzednim rozdziale obraz psa przedstawia stereotyp <em>normalnego psa</em>, który nosi w sobie przeogromna większość naszego społeczeństwa. Taki pies to według nich szczęśliwy pies, który jest przefantastycznym członkiem rodziny, wprowadza do niej życie i radość. Owszem, bywa męczący, gdy chce uwagi, kiedy my akurat jesteśmy zajęci. Ale tak to jest, nikt nie mówił, że będzie łatwo, wszak pies to ogromny obowiązek i trochę mąci w życiu. Ale w ogólnym rozrachunku, to szczekanie, piszczenie, wymuszanie różnych rzeczy i ciągnięcie na smyczy są niczym w porównaniu do słodyczy, którą przynosi. </p>

<p>Otóż nie, moi Mili. Ten stereotypowy pies, to adrenalinowy maniak przeżywający większość swojego życia na wysokim pobudzeniu i w chronicznym stresie. Taki pies przestał komunikować swoim ludziom, że coś jest nie tak, bo zobaczył, że wysyłanie sygnałów świadczących o dyskomforcie i tak nic nie daje. W życiu tego psa, zaburzona jest równowaga pomiędzy pobudzeniem a wyciszeniem, co będzie dla niego opłakane w skutkach kiedy przyjdzie starość. A ta pojawi się zdecydowanie zbyt wcześnie. Ten pies niebezpiecznie zbliża się do granicy, za którą czają się zaburzenia behawioralne, choroby somatyczne, ciężkie pogryzienia małych ludzi, z którymi mieszka i inne strachy, które wylazły z Puszki Pandory. Bo każda miarka kiedyś się przebierze, a sprzątanie bałaganu będzie bardzo czasochłonne i trudne. Bardzo bardzo trudne. Dlatego warto już teraz wybrać się na poszukiwanie mitycznego <em>złotego środka</em>.</p>

<p>Zatem, kiedy kolejny raz zobaczycie psa, który nie ma obsesji na punkcie rzucajek, nie pęka z radości na widok nowego człowieka, nie poszczekuje, gdy nie poświęcasz mu całej uwagi, a zamiast tego dużo śpi, oddaje się pasji wąchania, przychodzi po pieszczoty, kiedy ma na nie ochotę daje znać, że czegoś nie chce, i będzie Was korciło, by przypiąć mu łatkę "nienormalnego", przypomnijcie sobie "Bajkę o Psie, który ostawał od normy". A zwłaszcza jej zakończenie. </p>

<p>Mag</p>

<p>*zdjęcia użyte w poście są własnością Haliny Uzdowskiej i Moniki Kiepiel</p>

<p><img src="/content/images/2017/07/DSC_2813-3.JPG" alt="Bajka o Psie, który odstawał od normy.">
<img src="/content/images/2017/07/DSC_2988.JPG" alt="Bajka o Psie, który odstawał od normy.">
<img src="/content/images/2017/07/IMG_6593.JPG" alt="Bajka o Psie, który odstawał od normy."></p>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Moja jest mojsza niż Twojsza, czyli opowieść o Pani Niesprawiedliwości]]></title><description><![CDATA[<p>Poruszona kolejnym spotkaniem z psem, któremu właściciele stawiają niemożliwe do spełnienia oczekiwania, dziś opowiem o tym, jak bardzo to niesprawiedliwe. </p>

<h6 id="mikapierwszamikadrugamikadwutysiczna">Miśka Pierwsza, Miśka Druga, Miśka Dwutysięczna...</h6>

<p>Idziemy sobie z Dj'em kabackimi łąkami i słyszymy rozpaczliwe wołanie zrezygnowanego właściciela "Miśka! Miśka do mnie! WracajżeCholeroJedna! Miśka noooo...!". Myślę sobie "Oho, pewnie jakaś</p>]]></description><link>http://blog.talkwithdog.pl/moja-jest-mojsza-niz-twojsza-czyli-opowiesc-o-pani-niesprawiedliwosci/</link><guid isPermaLink="false">0adb825c-bb27-4bcb-b44a-ce727d54ef0b</guid><dc:creator><![CDATA[Magdalena Berecka]]></dc:creator><pubDate>Sat, 18 Feb 2017 15:41:36 GMT</pubDate><media:content url="http://blog.talkwithdog.pl/content/images/2017/02/DSC_0491--2-.jpg" medium="image"/><content:encoded><![CDATA[<img src="/content/images/2017/02/DSC_0491--2-.jpg" alt="Moja jest mojsza niż Twojsza, czyli opowieść o Pani Niesprawiedliwości"><p>Poruszona kolejnym spotkaniem z psem, któremu właściciele stawiają niemożliwe do spełnienia oczekiwania, dziś opowiem o tym, jak bardzo to niesprawiedliwe. </p>

<h6 id="mikapierwszamikadrugamikadwutysiczna">Miśka Pierwsza, Miśka Druga, Miśka Dwutysięczna...</h6>

<p>Idziemy sobie z Dj'em kabackimi łąkami i słyszymy rozpaczliwe wołanie zrezygnowanego właściciela "Miśka! Miśka do mnie! WracajżeCholeroJedna! Miśka noooo...!". Myślę sobie "Oho, pewnie jakaś szalona młodość jest w fazie wybiórczej głupoty, siana w głowie i nie przybiega do własciciela, jak Quentin. Spokoojnie, jeszcze 1,5 roku i przybiegnie". Dotarliśmy do zrozpaczonego pana, Miśka przybiegła, jak zobaczyła Dja i zaczęliśmy rozmawiać. Tradycyjnie wątek o beznadziei Miśki, o jej głupocie i głuchocie i że jak tak dalej pójdzie to ja nie wiem. Nagle pada magiczne zdanie "Wcześniej miałem wspaniałą suczkę, też Miśka, no genialna była, słuchała się przewspaniale, zawsze się trzymała, nigdy mi nie uciekła, niestety zmarła we wrześniu, miała 14 lat". <br>
I to jest zdanie, które dla mnie wyjaśnia bardzo bardzo wiele. Dlaczego? Bo jak ktoś z pokolenia na pokolenie nazywa każdego kolejnego psa tym samym imieniem, to wiedz, że coś się dzieje.</p>

<ul>
<li><p>Ludzka pamięć działa tak, że z czasem złe wspomnienia zachodzą mgłą, a wyraźne zostają te dobre. I tak, Pan Właściciel Miśki Pierwszej (choć możliwe, że ona była Miśką Czternastą, ale postanowiłam nie grzebać w genealogii), nie pamięta, jak była ona małym szczeniorkiem, który wszystko gryzł, wszędzie sikał, a już na pewno jako podlotek nie przybiegała na zawołanie. O nie nie, pamięta ostatnie 5-7 lat życia z dorosłą już i stateczną Miśką Pierwszą, która jako doświadczony i znający życie pies, nie miał w głowie szaleństwa i tęsknoty za grą panu na nosie. 
A tu nagle, pojawia się o to to szalone, młode, z głową pełną wiatru i siana i kompletnie przeczy wszelkim wspomnieniom pana na temat posiadania psa. No popsute, wredne, głupie, szczekające i w ogóle bez sensu zwierzę. Po co ja to brałem. </p></li>
<li><p>Gdy rozmowa poszła dalej, okazało się, że Miśka Pierwsza była Nowofunladnem, a Miśka Obecna jest Cocker Spanielem. Bo żona chciała mniejszego. Hmmm... No dobrze, pomyślmy, mamy 70 kilo statecznego molosa, i 15 kilo, lekkiego jak piórko Spaniela. Spaniela, który należy do grupy płochaczy, które to przez lata zostały wyspecjalizowane w lataniu po krzakach i szczekaniu tak, żeby myśliwy mógł strzelić do wypłoszonego ptaka. Tutaj wchodzimy w zagadnienie dotyczące wyboru rasy, które według mnie jest jedną z najważniejszych do przemyślenia rzeczy, kiedy planujemy wziąć psa. Roszczenie pretensji do Miśki Drugiej za to, że prezentuje zachowania charakterystyczne dla swojej rasy, a nie jest pomniejszonym o 50 kilo molosem, wydaje się kompletnie nie na miejscu.
<img src="/content/images/2017/02/12593991_1724501381117117_5150192196871506371_o.jpg" alt="Moja jest mojsza niż Twojsza, czyli opowieść o Pani Niesprawiedliwości"></p></li>
</ul>

<h6 id="modoszleczogupkowato">Młodość, szleńczość, głupkowatość...</h6>

<p>Tak, jak zachowania dziecka bobasa, znacząco różnią się od zachowań dziecka siedmiolatka i nastolatka i dorosłego, tak każdy okres w rozwoju psa rządzi się swoimi prawami. Najczęściej słyszę narzekania na psy w wieku od 9 miesięcy do 2 lat. Wtedy cierpią na wybiórczą głuchotę, najważniejsza jest dla nich zabawa z innymi psami, odzywają się cechy rasy, hormony, ciało jest dorosłe a w głowie hula wiatr i generalnie nie ma z kim rozmawiać. Właśnie wtedy, właściciele postanawiają coś z tym zrobić i biorą się za intensywne ćwiczenia posłuszeństwa, niespuszczanie ze smyczy i inne formy "ma się słuchać", albo załamują ręce, odpuszczają totalnie i u psa niewinna głupota przeradza się w poważne problemy behawioralne. <br>
Nie jest możliwe, by pies, któremu hormony zalewają mózg, w którym jest jeszcze zbyt mało doświadczeń, by nas sobą panować, zachowywał się jak zrównoważony, dorosły przedstawiciel swojego gatunku. Nie ma takiej możliwości. Koniec kropka. Głupie pomysły, bieganie do psów, sprawdzanie na własnej skórze różnych strategii i ponoszenie konsekwencji sprawią, że za ten rok czy półtora, będziemy mieli mądrego psa, z którym mamy świetną relacją. Pewnych rzeczy nie da się wymusić komendami, nie robiąc jednocześnie z psa robota, który zawsze będzie czekał na nasz znak, co ma zrobić, a jak już coś zrobi to najczęściej ze strachu przed karą. Niespotykając Go z psami, nie nauczymy Go, jak się dobrze komunikować. <br>
Ten okres, to zdecydowanie najtrudniejszy okres w psio-ludzkim życiu. Psu jest trudno samemu ze sobą, a człowiek musi wznieść się na wyżyny cierpliwości i pomysłowości, by znaleźć złoty środek pomiędzy dawaniem psu wolnej łapy do zdobywania doświadczeń a określaniem granic, dzięki którym pies będzie bezpieczny. Szczerze współczuję wszystkim ludziom młodych psów, w tym sobie. Ale spokojnie, jeszcze rok, półtora i wszystko będzie prostsze. <br>
<img src="/content/images/2017/02/DSC_0933_02.JPG" alt="Moja jest mojsza niż Twojsza, czyli opowieść o Pani Niesprawiedliwości"></p>

<h6 id="mistrze">Mistrze...</h6>

<p>Króciusieńko o psich sportowcach. Uwielbiam właścicieli, którzy są bardzo zaangażowani w pracę z psem, chcą mu zapewniać rozrywkę, spędzać z nim dużo czasu i budować wspaniałą więź. Wielu z nich robi to trenując różne sporty. Tylko błagam, zanim wejdziemy na profesjonalny poziom intensywnych treningów i startów w zawodach, zastanówmy się, czy faktycznie nasz pies po pierwsze ma fun z tak intensywnej pracy, czy faktycznie ma do tego predyspozycje, czy to może jednak nasze osobiste ambicje, w których ramy na siłę chcemy wcisnąć naszą Kudłatość. Zostanie na amatorskim poziome i trenowanie różnych psich sportów dla zabawy to żaden wstyd, serio. A znajdowanie złotego środka i świadomość, kiedy powiedzieć "wystarczy" to bardzo bardzo bardzo ważna życiowa umiejętność. <br>
<img src="/content/images/2017/02/10628506_10152631784814909_6838515193470149987_n.jpg" alt="Moja jest mojsza niż Twojsza, czyli opowieść o Pani Niesprawiedliwości">
<img src="/content/images/2017/02/11875083_809795075802588_8619116747397846281_o.jpg" alt="Moja jest mojsza niż Twojsza, czyli opowieść o Pani Niesprawiedliwości"></p>

<h6 id="bojatakmwi">Bo ja tak mówię...</h6>

<p>Psy mają z nami na prawdę niełatwo. Po pierwsze, kompletnie nie rozumiemy ich języka, za to wymagamy, żeby one w lot łapały nasz. Psy porozumiewają się głównie mową ciała, wysyłają setki subtelnych sygnałów, bardzo szanują przestrzeń swoją, innych psów i ludzi. A my zamknięci na te komunikaty, wymuszamy swoje. Nie zastanawiamy się nad potrzebami psa, Jego komfortem psychicznym i Jego emocjami. Pies ma robić to, czego od niego wymagamy, konieckropka. Uwielbiam przykład z omijaniem łukiem. W naturze, psy NIGDY nie podchodzą do siebie na wprost, chyba, że chcą się zaatakować. Natomiast my, kiedy chcemy się z kimś przywitać, wyciągamy rękę i podchodzimy prosto do danej osoby. Jedną z pierwszych rzeczy, którą uczę moich klientów jest omijanie łukiem napotkanych na ulicy psów i ludzi. Niestety, bardzo często słyszę zdanie "Ale dlaczego ja mam omijać, to pies ma się nauczyć, że mijamy się z innymi blisko i już." Zastanówmy się - czy patrzenie przed siebie, by zauważyć zbliżający się do nas organizm i wyminięcie go łukiem o promieniu 5m NA PRAWDĘ jest dla nas tak wielkim problemem? No nie. A psu robi to OGROMNĄ różnicę. Nagle, gdy zaczynamy szanować osobiste strefy psa, problem agresji, czy podgryzania za nogawki magicznie staje się nieporównywalnie mniejszy. Proste? No proste! <br>
<img src="/content/images/2017/02/10453276_10203299248334309_1270689958_n.jpg" alt="Moja jest mojsza niż Twojsza, czyli opowieść o Pani Niesprawiedliwości"></p>

<p>Takich przykładów z życia codziennego, kiedy malusieńkim wysiłkiem z naszej strony możemy ułatwić psom życie, mogę mnożyć tysiące. Ale podsumuję to jednym zdaniem - <strong>POMAGAJMY SWOIM PSOM</strong>. Spróbujmy wyzbyć się tego niepotrzebnego schematu "moje jest mojsze niż twojsze" i nauczmy się słuchać, co mówią do nas nasze Kudłatości. </p>

<p>Mag!</p>

<p><img src="/content/images/2017/02/11659308_1039919679354271_8638199529796380544_n.jpg" alt="Moja jest mojsza niż Twojsza, czyli opowieść o Pani Niesprawiedliwości"></p>

<p>photos by Azarin Photo&amp;Design, Halina Uzdowska, Justyna Zwolińska, Ja+Bruce i inni </p>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Co z tą dominacją, czyli dlaczego psy nie chcą rządzić światem?]]></title><description><![CDATA[<p>Mimo, że świadomośc w tej kwestii jest coraz większa, niemalże codziennie spotykam się z osobami, które wciąż uważają, że dominacja w psim świecie to chleb powszedni. I niestety, nie są to tylko osoby, które o psach jedynie troszkę słyszały, ale również trenerskie "autorytety", które wciąż rozprzestrzeniają ten już dawno obalony</p>]]></description><link>http://blog.talkwithdog.pl/co-z-ta-dominacja/</link><guid isPermaLink="false">db29314c-3b25-4c0d-9ef9-4fb183eaf077</guid><category><![CDATA[dominacja]]></category><category><![CDATA[teoria dominacji]]></category><category><![CDATA[wilki]]></category><category><![CDATA[samiec alfa]]></category><category><![CDATA[samica alfa]]></category><dc:creator><![CDATA[Magdalena Berecka]]></dc:creator><pubDate>Mon, 09 Jan 2017 12:10:36 GMT</pubDate><media:content url="http://blog.talkwithdog.pl/content/images/2017/01/DSC_0512--2-.jpg" medium="image"/><content:encoded><![CDATA[<img src="/content/images/2017/01/DSC_0512--2-.jpg" alt="Co z tą dominacją, czyli dlaczego psy nie chcą rządzić światem?"><p>Mimo, że świadomośc w tej kwestii jest coraz większa, niemalże codziennie spotykam się z osobami, które wciąż uważają, że dominacja w psim świecie to chleb powszedni. I niestety, nie są to tylko osoby, które o psach jedynie troszkę słyszały, ale również trenerskie "autorytety", które wciąż rozprzestrzeniają ten już dawno obalony mit. </p>

<h6 id="aleodpocztku">ALE OD POCZĄTKU...</h6>

<p>Na przełomie lat 60' i 70' ubiegłego wieku, wielu badaczy intensywnie badało życie wilków. Jednym z nich był L. David Mech vel guru od wilków. W 1970 roku opublikował książkę "The Wolf: Ecology and Behavior of an Endangered Species". W owym dziele, jako jeden z pierwszych zaczął używać określeń "samiec alfa" i "samica alfa" do opisania hierarchii w stadzie wilków. I worek sie rozwiązał... Jako, że ludzie są w swej naturze istotami, które dążą do dominacji nad innymi gatunkami na Ziemi, bardzo gładko i bezboleśnie przyjęliśmy teorię dominacji i zaczęliśmy stosować ją nie tylko do wilków, ale i wszystkich stworzeń, które cokolwiek mają z nimi wspólnego. Bardziej lub mniej. </p>

<p>Jednak, kiedy pan Mech, dzięki nowym możliwościom zaczął badać wilki żyjące na wolności w Yellowstone, okazało się, że to co zaobserwował wśród wilków żyjących w niewoli w ogrodach zoologicznych, ma się nijak do tych na wolności. Okazało się, że wilcza wataha składa się z samca i samicy, którzy się rozmnażają, a resztę ekipy stanowią ich dzieci. Zatem, wataha to <strong>rodzina</strong>, gdzie nikt nie musi walczyć o przywództwo. W tej rodzinie, każdy ma przypisaną bardzo ważną rolę. I tak: rodzice są jedynymi, którzy mogą się rozmnażać i w sytuacjach kryzysowych to oni zarządzają sytuacją; jest osobnik, który świetnie tropi, więc to on wyszukuje zwierzynę; inny super biega, więc on goni; kolejny mistrzowsko rzuca się do tętnicy, więc to on kończy dzieło; jest też taki, który z racji śmiechowego charakteru rozładowuje pełne napięcia sytuacje w grupie, itd. itd. Tak więc, każde ogniwo w tej rodzinie jest niezwykle ważne, a role są naturalnie ustalone. <br>
Walka o pozycję w hierarchi pojawia się wtedy, kiedy zaczyna brakować zasobów: terytorium, pożywienia, etc. Dlatego, nic dziwnego, że kiedy dr Mech obserwował w ogrodzie zoologicznym dorosłe wilki z różnych watah wrzucone na małą przestrzeń, zauważył, że walczą ze sobą o przywództwo. Wielka szkoda, że wniosek ten uogólnił na cały gatunek... <br>
Kiedy dr Mech uświadomił sobie, jak wielką krzywdę wyrządził wilkom i innym gatunkom, które dotknęła teoria dominacji (np. psom), wystosował apel, by przestano w końcu dodrukowywać tę jego przeklętą książkę z lat 70', bo to, co tam pisał, przestało być prawdą. Filmik, którym to tłumaczy możecie obejrzeć tutaj:</p>

<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/tNtFgdwTsbU" frameborder="0" allowfullscreen></iframe>

<p>Artykuły oraz informacje na ten temat znajdziecie na <a href="http://www.davemech.org/">stronie dr Mecha</a>. <br>
Teraz jego misją jest jeżdżenie po świecie w celu szerzenia świadomości na temat życia i natury tych wspaniałych, ale wciąż cieszących się złą sławą zwierząt.</p>

<p><img src="/content/images/2017/01/DSC_0580--1-.jpg" alt="Co z tą dominacją, czyli dlaczego psy nie chcą rządzić światem?"></p>

<h6 id="jaktosimadopsw">JAK TO SIĘ MA DO PSÓW?</h6>

<p>Uwaga - psy nie chcą nas zdominować i kompletnie nie w głowie im przejmowanie kontroli nad światem. Serio. Psy są <strong>mistrzami unikania konfliktów</strong> (w tej kwestii moglibyśmy się wiele od nich nauczyć) i ostatnie, do czego dążą to konfrontacja z użyciem siły. W swoim mistrzowsko rozwiniętnym, subtelnym języku ciała, mają całą gamę sygnałów uspokajających, którymi starają się załagodzić sytuację. Zanim pies pokaże zęby, czy zacznie warczeć, wysyła całe mnóstwo sygnałów, które mają na celu uniknięcie konfliktu. Chyba, że są karane za ostrzeganie, wtedy zaczynają od razu przechodzić do silnych sygnałów grożących lub po prostu atakują. Dlatego, nigdy przenigdy nie wolno nam karać psów za to, że warczą. Kiedy tak się zdaży, należy przeanalizować sytuację i zaprzestać czynności, która sprowokowała warczenie, gdyż w ten sposób pies wyraźnie daje nam znać, że nie żartuje z tym uspokajaniem. </p>

<p>Jednak najważniejsze jest, by nauczyć się choć podstaw psiego języka sygnałów uspokajających. Świetnym kompendium jest np książka <a href="http://www.nieprzeczytane.pl/Sygnaly-uspokajajace,product640464.html">Turid Rugaas "Sygnały uspokajające"</a>. Kiedy przestudiujecie ją krok po kroku, otworzy się dla Was całkiem nowy, fascynujący świat psiego języka i będziecie zaskoczeni, a może też nieco zawstydzeni, że wcześniej nie widzieliście, ile psy gadają między sobą i do swoich ludzi. <br>
Na zachętę zdradzę Wam, że sygnał, który notorycznie i niesamowicie powrzechnie uważany jest za dominację - <strong>kopulowanie</strong> na drugim psie lub człowieku, <strong>jest sygnałem uspokajającym</strong>. Kopulowanie pojawia się, kiedy pies jest w ogromnym stresie, czy to spowodowanym zbyt trudną sytuacją, czy zbyt intensywną zabawą. Pies w ten sposób chce uspokoić siebie i pokazać drugiemu psu, że nie ma złych zamiarów. Niezłe, prawda? I nawet całkiem logiczne, przecież skacząc na drugiego psa pokazujemy mu cały brzuch, więc jesteśmy "odkryci", a kopulacja sama w sobie finalnie rozładowuje napięcie, czyli obniża poziom stresu. </p>

<p>Możemy natomiast powiedzieć, że jakiś pies ma <strong>dominujący charakter</strong>. A to jest zupełnie inna sprawa niż to, że chce zdominować całe swoje otoczenie z właścicielami włącznie lub na czele. Ludzie mają różne charaktery i jedni stając przed wyzwaniem zakasają rękawy i nie odpuszczają, dopóki nie osiągną celu, podczas gdy inni wolą odpuścić i znaleźć sobie inne marzenie. Tak samo jest u psów. Jedne są delikatniejsze i w konfrontacji wolą odpuścić, machnąć łapą i odejść, inne znowu będą chciały wyjaśnić sobie z delikwentem sytuację do końca a jak jeszcze uda się przepchnąć swoje zdanie, to w ogóle będzie bajka. I owszem, mając psa z silnym charakterem więcej będziemy musieli się napracować i użyć większej ilości logicznych dla niego argumentów, by mu wytłumaczyć, że to czego od niego chcemy ma sens. Ale na prawdę nie chodzi o to, kto tu rządzi. Ani o to, kto pierwszy zje albo przejdzie przez drzwi. Serio. </p>

<p><img src="/content/images/2017/01/DSC_0491--1-.jpg" alt="Co z tą dominacją, czyli dlaczego psy nie chcą rządzić światem?"></p>

<h6 id="dlaczegowictateoriatakhula">DLACZEGO WIĘC, TA TEORIA TAK HULA?</h6>

<p>Jak już wcześniej wspomniałam, ludzie ze swej natury lubią podporządkowywać sobie otoczenie. Miedzy innymi dlatego to my zarządzamy naszą planetą. Na to, jak nam to wychodzi spuśćmy zasłonę milczenia... Zatem teoria, w której siłą możemy coś na kimś wymusić bardzo nam "zagrała". Co więcej, oglądając takiego, przepraszam za słowo, Zaklinacza Psów, widzimy, że to się cudownie sprawdza! Pyk pyk, dwa wejścia z psem na wybieg i już zwierz potulny jak baranek robi co Pan Zaklinacz karze. Tutaj zaproponuję Wam mały test - obejrzyjcie sobie któryś z odcinków programu Cesara wyłączając dźwięk. Gwarantuje Wam, że każdy, kto ma choć odrobinę empatii, nie słysząc głupawych komentarzy narratora, a jedynie obesrwując, jak zachowuje się pies, od razu zobaczy, że jest przerażony, wysyła uspokajacz za uspokajaczem, a to co osiąga prowadzący, to stłamszenie i złamanie psa, a nie żaden tam magiczny pokaz kunsztu behawiorysty. </p>

<h6 id="dlaczegohulaniepowinna">DLACZEGO HULAĆ NIE POWINNA?</h6>

<p>Budując relację z naszym psem w oparciu o strach,  przerażenie i pokaz siły, robimy mu wielką krzywdę. I sobie też, ponieważ pies nie robi dla nas różnych rzeczy, bo nas kocha, tylko ze strachu przed karą. W takiej sytuacji nie ma mowy o zaufaniu, wzajemnym zrozumieniu czy miłości. A czy nie o to nam chodzi, kiedy zapraszamy do swojej rodziny psa?</p>

<p>Dr Falconer bardzo ciekawie opowiadał na swoim ostatnim seminarium o tym, że uczenie się przez strach, to zupełnie inna bajka niż uczenie się bez niego. Kiedy szkolimy psa przy użyciu np obroży elektrycznej, nauka odbywa się przy udziale ciała migdałowatego (w dużym skrócie odpowiada m.in. za rekacje ratujące życie), a nie hipokampu. Dlatego, nawet jeśli w pewnym momencie odstawimy metodę awersyjną, pies nigdy nie zapomni tych złych rzeczy, które mu się zadziały. </p>

<p>I mogłabym tak bez końca, ale po prostu błagam, przestańmy patrzeć na nasze psy, jak na żądnych władzy dominatorów i do jasnej anielki przestańmy na nich spełniać swoje chore ambicje panowania nad światem. </p>

<p>Na pohybel dominacji, <br>
Mag!</p>

<p>P.S. <br>
Na koniec, specjalnie dla Was - Arabski Książę i jego turban :D <br>
<img src="/content/images/2017/01/DSC_0648--1-.jpg" alt="Co z tą dominacją, czyli dlaczego psy nie chcą rządzić światem?"></p>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[¡Adios Amigos!]]></title><description><![CDATA[<p>Niedawno opowiadałam Wam o <a href="/gdy-budza-sie-jajka/">Podróży do Jądra Ciemności</a>. Dziś czas na opowieść o pożegnaniu z Kulami Mocy. </p>

<p><strong>29 lipca 2016 roku wykastrowaliśmy Django.</strong> Mimo, iż doradzam kastrację wielu swoim klientom, było to jedno z bardziej stresujących wydarzeń w moim psim życiu. Jak się okazuje zupełnie nie potrzebnie. </p>

<h6 id="dlaczego">DLACZEGO?</h6>

<p>Temat kastracji</p>]]></description><link>http://blog.talkwithdog.pl/adios-amigos/</link><guid isPermaLink="false">fe501d9a-b507-4003-a26f-77094bb9b450</guid><category><![CDATA[testosteron]]></category><category><![CDATA[kastracja]]></category><category><![CDATA[samiec alfa]]></category><dc:creator><![CDATA[Magdalena Berecka]]></dc:creator><pubDate>Fri, 09 Sep 2016 15:07:53 GMT</pubDate><media:content url="http://blog.talkwithdog.pl/content/images/2016/09/DSC_5302-1.JPG" medium="image"/><content:encoded><![CDATA[<img src="/content/images/2016/09/DSC_5302-1.JPG" alt="¡Adios Amigos!"><p>Niedawno opowiadałam Wam o <a href="/gdy-budza-sie-jajka/">Podróży do Jądra Ciemności</a>. Dziś czas na opowieść o pożegnaniu z Kulami Mocy. </p>

<p><strong>29 lipca 2016 roku wykastrowaliśmy Django.</strong> Mimo, iż doradzam kastrację wielu swoim klientom, było to jedno z bardziej stresujących wydarzeń w moim psim życiu. Jak się okazuje zupełnie nie potrzebnie. </p>

<h6 id="dlaczego">DLACZEGO?</h6>

<p>Temat kastracji wzbudza wiele kontrowersji. Dlatego, nie będę tu przytaczać prawd ogólnych i wyników badań, a powiem Wam o naszych doświadczeniach.</p>

<ul>
<li><p><strong>WĄCHANIE SIUŚKÓW</strong> - niby normalna sprawa, że psy wąchają przesyłane sobie na wzajem peemaile, niby normalne, że samce ekscytują się siuśkami suczek (trzęsąca się szczęka, hektolitry piany z pyska - właściciele samców świetnie wiedzą, o czym mówię). Jednak, u Django osiągnęło to jakieś przerażające rozmiary. Zwykły spacer na siku trwał nie 10 a 25 minut, bo Django musiał zatrzymywać się i wąchać co 3cm. Do tego amok w oczach i kompletny brak kontaktu z otoczeniem. Z krótkiej przechadzki wracał wykończony.</p></li>
<li><p><strong>POPĘD</strong> - też niby normalna sprawa, że facet interesuje się dziewczętami. Jednak w ostatnim okresie przed kastracją, Django nie był w stanie spacerować swobodnie z suczkami. Nie ważne, czy sterylizowanymi czy nie. Apogeum osiągnął, kiedy na 3 dni pojechaliśmy do zaprzyjaźnionej whippetki - Łajki, i Django nie był w stanie ani na chwilę z niej zejść. To było przerażąjące. </p></li>
<li><p><strong>NERWY</strong> - gdy Django dorósł, nabrał pewności siebie a dzięki Quentinowi nauczył się asertywności, zaczął bardzo dobitnie tłumaczyć testosteronowym samcom, że nie należy się nakręcać i on sobie nie życzy takich zachowań w swojej obecności. Mówiąc prościej, zaczął rzucać się im z warkiem do karku. Spokojny spacer coraz bardziej odsuwał się do krainy marzeń. </p></li>
<li><p><strong>REPRODUKTOR</strong> - jakieś dwa miliony razy usłyszałam pytanie "Ale przecież on ma papiery repa, nie chcesz, żeby miał dzieci?!". Pewnie, że bym chciała! Jednak jak się ma tak sławnego, wciąż kryjącego ojca i tak leniwego człowieka, który ani myśli o robieniu interchampionatów, to marne szanse na dziki tłum tuptających w oczekiwaniu nóżkami dziewcząt. Zresztą, uważam, że nie wszystkie samce, które zrobiły papiery na reproduktorów (co wcale nie jest takie trudne), powinny rozprzestrzeniać swoje geny. Niestety, u nas w kraju to bardzo popularne...</p></li>
</ul>

<p>Zachowania, które przytoczyłam były na tyle intensywne, że znacząco wpływały na pogorszenie komfortu psychicznego Django. A zdrowa i szczęśliwa głowa moich Chudełów to to, co jest dla mnie najważniejsze. </p>

<p>Spotkałam się z argumentem "kastracja jest nienaturalna". Moim zdaniem, nienaturalne jest, że w pełni zdolny do reprodukcji samiec, chodzi wśród sąsiadek z cieczką (które tak na prawdę są przez cały rok, bo jak jedna kończy, to inna zaczyna) i nawet nie może ich dotknąć. Chyba tylko mężczyźni są w stanie sobie wyobrazić frustrację, jaką przeżywa taki pies. </p>

<p>Zastanawiające jest również to, że gdy chodzi o konie, nikogo nie dziwi, że ogiery są kastrowane. Większość samców to wałachy, ogiery to pojedyncze przypadki. A niekastrowany pies może być tak samo bardziej niebezpieczny od kastrowanego, jak ogier od wałacha. </p>

<p>Nierzadko spotykam się z opinią, że kastracja zmieni zachowanie psa. Testosteron jest nazywany również "hormonem pewności siebie" i owszem, jeśli lękliwemu psu zabierzemy ten hormon, jego problemy najprawdopodobniej się pogłębią. Jednak, jeśli młody pies, ma problemy z zachowaniami agresywnymi wspieranymi przez testosteron, im dłużej będzie utrwalał te wzorce zachowań, tym trudniej będzie to odkręcić. Absolutnie nie mówię, że brak testosteronu magicznie załatwia sprawę, jednak jest on jednym z aspektów, które wspomagają pracę z takim psem. Według mnie, jeśli pies jest dobrze zsocjalizowany, spotykał od szczenięcia dorosłe samce, jest pewny siebie, asertywny i ma "poukładane w głowie", kastracja nie będzie miała negatywnego wpływu na jego zachowanie. </p>

<p>Dochodzą również kwestie zdrowotne. Wielu właścicieli kastruje swoje psy w obawie przed rakiem jąder. </p>

<h6 id="jaktobyo">JAK TO BYŁO?</h6>

<p>Jak zapewne się domyślacie, Jarek nie skakał z radości, gdy oznajmiłam Mu, że chciałabym wykastrować Dja. Rozmawialismy o tym jakieś 1,5 roku. Momentem zwrotnym było podanie Djowi czipa chemicznej kastracji. Choć nie działa on dokładnie jak prawdziwa kastracja, można sprawdzić, jak obniżony poziom testosteronu wpływa na zachowanie naszego psa. Zapytałam weta, skąd będę wiedziała, że czip przestał działać. Uśmiechnął się pod nosem i powiedział "Będzie Pani wiedziała.". I faktycznie, dokładnie pół roku po podaniu czipa, kiedy to Django na prawdę się wyluzował, wszystkie nerwy wróciły jak za dotknięciem magicznej różdżki. Wtedy Jarek stwierdził "Kurczę, trzeba Go ciachnąć, bo się męczy."</p>

<p>Więc z drżącym sercem zadzwoniłam do jedynego lekarza weterynarii, który kiedykolwiek będzie dotykał moje psy skalpelem - dra Olkowskiego z kliniki Auxilium w Milanówku i umówiłam termin. Pierwszy termin spalił na panewce, bo Dj postanowił rozcinać, łapy, zapalać oczy i mieć odczyny po ukąszeniach pająków. Drugie podejście zakończyło się sukcesem. <br>
Stresowałam się jak wariatka. Do samego końca miałam wątpliwości, czy dobrze robię. Cały zabieg przebiegł bezproblemowo. Django jak to Django wybudzał się nieco dłużej niż przeciętny pies, ale całkiem nieźle to zniósł. </p>

<p>Tutaj macie wykaz tego, co brało udział w zabiegu, może komuś przyda się ta specyfikacja: <br>
<img src="/content/images/2016/09/IMG_4355.JPG" alt="¡Adios Amigos!"></p>

<p>Dzień po zabiegu, Dj już chciał nawalać się z Quentinem, wskoczył mi do bagażnika i próbował się tarzać. Jakby zupełnie nic się nie stało. W kołnierzu chodził tylko jak nie było nas w domu, bo kompletnie nie interesował się raną. Po 10 dniach mój Tata zdjął mu szwy i Chudy był jak nowy. Jakby nigdy nic nie miało miejsca.</p>

<h6 id="efekty">EFEKTY</h6>

<p>Pierwszych efektów kastracji spodziewałam się po kilku miesiącach. Wszak, testosteron z organizmu nie wyparowuje od ręki. Jednak, minął miesiąc, a Django jest zupełnie innym psem! Na spacerach nie wwąchuje się w siuśki, a spotykając podekscytowane samce tylko je obwąchuje po czym odchodzi. Będąc w odwiedzinach u Łajki, ani razu nie skoczył na nią z seksualnym zamysłem!!! Zamiast wkurzać się na wariujące młodziaki - Quena i Lemiego, poszedł spać. Apogeum wspaniałości osiągnął, gdy wzięłam Go na zajęcia z suką w cieczce. Podszedł, wąchnął, "o cieczka" i poszedł dalej. NO SZCZĘKA OPADA!</p>

<p>Jesteśmy przezachwyceni efektami, jakie dała kastracja. Spokojny, wyluzowany Django, który nareszcie może cieszyć się ze spaceru z kumpelami, którego nie wkurzają inne psy i który nie ma w sobie wiecznego "nerwa", to najlepszy argument ZA, jaki mogę przedstawić w dyskusji na temat słuszności kastracji. </p>

<p>Przepraszam za przydługie biadolenie, ale to dla mnie na prawdę ważny temat ;) Oczywiście wiem, że reakcja na pozbawienie Kul Mocy u każdego psa jest inna, dlatego starając się uniknąć generalizacji, opowiedziałam Wam naszą historię. </p>

<p>Wasza Mag!</p>

<p><img src="/content/images/2016/09/FullSizeRender-10.png" alt="¡Adios Amigos!">
<img src="/content/images/2016/09/IMG_4270.jpg" alt="¡Adios Amigos!">
Ostatnie pożegnanie... <br>
<img src="/content/images/2016/09/Untitled-1.png" alt="¡Adios Amigos!"></p>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Podążaj za nosem!]]></title><description><![CDATA[<p><strong>Dlaczego tak bardzo bardzo kocham tropienie i uważam, że to jedna z najlepszych rozrywek, którą można zapewnić swojemu psu?</strong></p>

<h5 id="wch">WĘCH</h5>

<p>Węch jest podstawowym psim zmysłem. Tak, jak my w pierwszej kolejności oczami, tak psy nosem poznają świat. Węch jest pierwszym zmysłem, który rozwija się u szczeniąt. I to już w</p>]]></description><link>http://blog.talkwithdog.pl/podazaj-za-nosem/</link><guid isPermaLink="false">d52197ea-d1a9-43e4-8352-fa7deccea494</guid><category><![CDATA[węch]]></category><category><![CDATA[aktywność]]></category><category><![CDATA[tropienie]]></category><category><![CDATA[mantrailing]]></category><category><![CDATA[nos]]></category><category><![CDATA[umysłowa rozrywka]]></category><dc:creator><![CDATA[Magdalena Berecka]]></dc:creator><pubDate>Fri, 15 Jul 2016 18:58:40 GMT</pubDate><media:content url="http://blog.talkwithdog.pl/content/images/2016/07/13394113_1782390565328198_3054478264505973189_n.jpg" medium="image"/><content:encoded><![CDATA[<img src="/content/images/2016/07/13394113_1782390565328198_3054478264505973189_n.jpg" alt="Podążaj za nosem!"><p><strong>Dlaczego tak bardzo bardzo kocham tropienie i uważam, że to jedna z najlepszych rozrywek, którą można zapewnić swojemu psu?</strong></p>

<h5 id="wch">WĘCH</h5>

<p>Węch jest podstawowym psim zmysłem. Tak, jak my w pierwszej kolejności oczami, tak psy nosem poznają świat. Węch jest pierwszym zmysłem, który rozwija się u szczeniąt. I to już w brzuchu mamy! Zaczyna działać kilka godzin po urodzeniu (podczas gdy wzrok i słuch dopiero w 2-3 tygodniu życia). <br>
W porównaniu do objętości całego mózgu, obszar odpowiedzialny za węch jest u psów CZTERDZIEŚCI razy większy niż u ludzi. Psy są w stanie odróżnić od siebie dwa ziarenka piasku na plaży długości 100m i głębokości 1m! I takich przeczadowych faktów na temat psiego nosa można znaleźć całe mnóstwo. Jednym słowem - WIELKIE WOW!</p>

<h5 id="wrodzonytalent">WRODZONY TALENT</h5>

<p>Często na konsultacjach, gdy opowiadam klientom o tropieniu pytają:  </p>

<blockquote>
  <p>A skąd ten mój Fafik/Lucek/Misiek będzie wiedział jak tropić?. </p>
</blockquote>

<p>Wtedy odpowiadam:  </p>

<blockquote>
  <p>On to umie od urodzenia! :D </p>
</blockquote>

<p>I tak jest faktycznie. Psy rodzą się ze wspaniałym nosem, niezależnie od tego, czy są yorkiem, owczarkiem belgijskim, ogarem, czy chartem. Niestety, często przez to, że żyją z ludźmi, którzy nie mają czasu ani cierpliwości na zatrzymywanie się i dawanie wąchać, psy same zapominają, że mają taki potężny skill. Są też psy, które przez nadmiar kontroli ze strony właścicieli, świetnie wąchają, ale boją się odejść na krok od właściciela, przejąć inicjatywę i podążyć za zapachem. Wystarczy kilka śladów i pojawia się błysk w okach - właścicielskich i psich :D</p>

<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/lM1pmDfIdvg" frameborder="0" allowfullscreen></iframe>  

<h5 id="profity">PROFITY</h5>

<p>Ok, ale po co to całe zamieszanie z supernosem i tropieniem? </p>

<ul>
<li><p><strong>PRACA UMYSŁOWA vs PRACA FIZYCZNA</strong>: Regularnie trenując, psy momentalnie wyrabiają sobie kondycję, przez co z czasem potrzebują coraz więcej, więcej i więcej wysiłku, żeby się zmęczyć. Są "nie do zajechania". I cały plan WYBIEGANIA psa, żeby w domu był spokojny bierze w łeb. Tym, co dużo lepiej zaspokoi psa, jest praca umysłowa, czyli praca nosem. Po kilku śladach, pies wraca do domu szczęśliwy i z uśmiechem na pysku idzie spać. Jest spokojny, bo jest usatysfakcjonowany, a nie dlatego, że jest fizycznie wyczerpany i pada na pysk (dosłownie i w przenośni). </p></li>
<li><p><strong>RUCH KONTROLOWANY</strong>: Szaleńcze bieganie czy to przy rowerze, czy z innymi psami, czy za piłką, oprócz robienia rzeźby i kondycji, wyzwala niesamowite ilości adrenaliny i kortyzolu (czyli hormonu stresu). Kiedy fundujemy psu takie rozrywki zbyt często, zaczyna żyć w chronicznym stresie. A życie w permanentnym stresie u psów ma takie same skutki, jak u ludzi, czyli niezbyt zdrowe. Ponadto, są psy, które z racji na swój wiek lub ograniczenia fizyczne, nie mogą swobodnie biegać. I tu z pomocą przychodzi tropienie. To spokojny ruch (pies zazwyczaj idzie na lince i tempo ruchu kontrolowane jest przez właściciela), który nie wyczerpuje ciała a zadowala duszę.</p></li>
<li><p><strong>WIARA W SIEBIE</strong>: Bardzo bardzo często w swojej pracy spotykam psy, które kompletnie w siebie nie wierzą. To niesamowicie smutne, kiedy pies myśli, że wszystko co robi jest złe lub głupie, nie może o niczym samodzielnie decydować, nie może przejmować inicjatywy a za każde jej przejawy jest karany. Na dłuższą metę daje nam to chodzący smutek, który najchętniej leżałby w legowisku i wychodził tylko na siku. Tutaj również z pomocą przychodzi tropienie. Kiedy pies staje na śladzie i nagle okazuje się, że to on ma supernos i to on prowadzi swojego człowieka (który totalnie nic nie czuje i nic nie czai) i to on decyduje, w którym kierunku iść i to on ratuje pozoranta... mało jest momentów, w którym widzę większy uśmiech na psim pysku :) Co więcej, ta powoli budowana pewność siebie przenosi się na życie codzienne i społeczne kontakty psa.</p></li>
<li><p><strong>WIARA W LUDZI</strong>: Uwielbiam opowiadać o mojej psiej podopiecznej, która ze względu na swoją ciężką przeszłość, bała się ludzi tak panicznie, że praktycznie nie odklejała się od podłoża, a każdego obcego w promieniu 100m z przerażeniem odszczekiwała. Jednym z elementów jej terapii było tropienie. Robiłyśmy tak, że na końcu śladu zostawiałam górę smaczków, a ja chowałam się kilka metrów dalej, żeby suczka nie musiała do mnie podchodzić. Do końca życia nie zapomnę momentu, kiedy na naszym czwartym tropieniowym spotkaniu, na ostatnim śladzie zjadła swoją nagrodę, po czym podeszła do mnie i polizała mnie po twarzy. To był dosłownie siedmiomilowy krok naszej terapii &lt;3 </p></li>
<li><p><strong>WIARA W PSY</strong>: Tropienie wykorzystuję też do zapoznawania psów ze sobą. Zwłaszcza takich, które nie do końca dobrze radzą sobie z poznawaniem nowych psów. Wtedy ja z Django robimy ślad, zostawiając nagrodę kilkanaście metrów od miejsca naszej kryjówki, a potem jest zmiana i my tropimy tamtego psa. W ten sposób, psy poznają swoje zapachy (czyli bardzo dużo dowiadują się o sobie) bez konieczności widzenia się. Potem jest dużo dużo łatwiej poczynić kolejne kroki w terapii.</p></li>
<li><p><strong>NIE TAKI TEN PIES GŁUPI</strong>: Notorycznie spotykam właścicieli, którzy mówią: "Mój pies jest głupi. On tylko szczeka/biega/gryzie/kopie/wącha i nic nie umie. Do niczego sensownego się nie nadaje." I znów - moment, w którym pies, bez żadnego problemu odnajduje pozoranta, maluje na twarzy właściciela taką dumę, chciałabym móc uchwycić na zdjęcie i stworzyć sobie taki Album Właścicielskiego Zachwytu. Nie rzadko jest to również moment przełomowy w naszej wspólnej pracy. Moment, w którym właściciel zaczyna doceniać swojego czworołapa i nagle ich wspólne życie zaczyna się układać. </p></li>
</ul>

<p>I mogłabym tak jeszcze długo, długo i w nieskończoność, ale najlepiej sprawdźcie to na własnej skórze. Sami przekonacie się o wspaniałości tropienia.</p>

<p>Psy, Ludzie, NA ŚLAD! </p>

<p>Mag :)</p>

<p><img src="/content/images/2016/07/12809569_1738948096339112_6483774163498670237_n.jpg" alt="Podążaj za nosem!">
<img src="/content/images/2016/07/13466421_1784749981758923_1688577612322623089_n.jpg" alt="Podążaj za nosem!"></p>

<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/0APFIUONL7Y" frameborder="0" allowfullscreen></iframe>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Podróż do Jądra Ciemności]]></title><description><![CDATA[<p>Stało się. Do życia zaczęły budzić się Quentinowe jajka. Jak to się zadziało?</p>

<p>Zanim testosteron zaczął powoli przesączać się z Kulistych Czeluści, Quentin był kochanym szczeniorkiem, mysiem pysiem, słodziakiem do granic możliwości. Mimo, że już posturą bliżej mu było do dorosłości niż dziecięctwa, serce i głowa były na swoim miejscu.</p>]]></description><link>http://blog.talkwithdog.pl/gdy-budza-sie-jajka/</link><guid isPermaLink="false">a827ba59-403e-4527-ad0a-72028736c2e3</guid><category><![CDATA[dojrzewanie]]></category><category><![CDATA[testosteron]]></category><category><![CDATA[Quentin]]></category><category><![CDATA[miłość]]></category><category><![CDATA[jajka]]></category><dc:creator><![CDATA[Magdalena Berecka]]></dc:creator><pubDate>Tue, 07 Jun 2016 12:09:29 GMT</pubDate><media:content url="http://blog.talkwithdog.pl/content/images/2016/06/DSC_0905-5.jpg" medium="image"/><content:encoded><![CDATA[<img src="/content/images/2016/06/DSC_0905-5.jpg" alt="Podróż do Jądra Ciemności"><p>Stało się. Do życia zaczęły budzić się Quentinowe jajka. Jak to się zadziało?</p>

<p>Zanim testosteron zaczął powoli przesączać się z Kulistych Czeluści, Quentin był kochanym szczeniorkiem, mysiem pysiem, słodziakiem do granic możliwości. Mimo, że już posturą bliżej mu było do dorosłości niż dziecięctwa, serce i głowa były na swoim miejscu. Nie mogłam oprzeć się myśli "O matulu, jaki ten mój Pieseł grzeczny. Aż za grzeczny!" Jarek jako głos rozsądku w naszej rodzinie sprowadzał mnie na ziemię mówiąc "Spokojnie spokojnie, poczekaj aż odezwą się jajka, Dj też był takim pysiaczkiem."</p>

<p><strong>FAZA PIERWSZA</strong></p>

<p>Trzy tygodnie temu, Quentin pierwszy raz spotkał Freyę - 3 letnią Białą Owczarkę Szwajcarską. To było jak grom z jasnego nieba - miłość na zabój od pierwszego niuchnięcia. Zalotne zapraszanie do zabawy, machanie główką, wywijanie pupką, pacanie łapą, przyczołgiwanie się do leżącej Białogłowy, ochy achy czerwone serduszka. A wszystko to bez nuty seksualnych podtekstów - czysta, nieskalana, platoniczna miłość prosto z pompującego krew organu. </p>

<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/sp2flD8AGLM" frameborder="0" allowfullscreen></iframe>

<p><strong>FAZA DRUGA</strong></p>

<p>Od dwóch tygodni, zauważyliśmy, że co prawda Q dalej nie podnosi nogi, ale już nie siusia na spacerze "na raz", ale świadomie zachowuje mocz na potem, by jeszcze tu i ówdzie zostawić wiadomość. W sumie 3-4 kucnięcia na jeden spacer. Ponadto, zaczął dłużej wąchać siuśki, ewidentnie z własnej inicjatywy a nie naśladując Django. Takie wąchanie często kończy się lekkim ślinotokiem. Zaczęła zapalać mi się lampka - "Oho, wiedz, że coś się dzieje."</p>

<p><strong>FAZA TRZECIA</strong></p>

<p>Kolejne spotkanie z Freyą. Znów zalotom nie ma końca. Mina przygłupa, za oczami brak mózgu i już nie takie niewinne lizanie plecków i wąchanie zadka. Zaczął też troszkę "mendzić" w domu (chodzi i gada pod nosem bez większego ładu i składu) i z tego, co mówią sąsiedzi, lubi sobie pośpiewać, gdy nas nie ma, co wcześniej było Mu obce.</p>

<p><img src="/content/images/2016/06/13391007_10206938115593801_1258974705_n.jpg" alt="Podróż do Jądra Ciemności">
<img src="/content/images/2016/06/13391027_10206938115473798_1241211934_n.jpg" alt="Podróż do Jądra Ciemności">
<img src="/content/images/2016/06/13407583_10206938115433797_941021075_n.jpg" alt="Podróż do Jądra Ciemności"></p>

<p><strong>FAZA CZWARTA</strong></p>

<p>Wczoraj na spacerze Quentiszko spotkał 8 letniego, bardzo pozytywnego, dziarskiego, niekastrowanego samca. Najpierw milusieńko, "taki jestem malutki i miły, wąchaj mnie ile masz ochotę", a potem zaczął wąchać siusiaka owego doroślaka. I jak się nie zaślinił, jak nie odjęło mu mózgu, jak nie zaczął wokół niego tańcować! Głuchota na wszelkie nawoływania, ślepota na moje odchodzenie, liczył się tylko nowy koleżka. Zgarnęłam Głupotę na smycz i w drodze powrotnej do domu, żeby już dłużej się nie oszukiwać, powiedziałam na głos "Jajka, witajcie!".</p>

<p><strong>CO NAS TERAZ CZEKA?</strong></p>

<p>Dużo głupoty. Dużo głuchoty i ślepoty. Wwąchiwanie się w siuśki, cipki i siusiaki. Koniec niewinnych szczenięcych zabaw, za to dużo zainteresowania zadkami. Dużo DUŻO emocji i prawie zerowa nad nimi kontrola. Nieracjonalne zachowania i ewaporacja zdobytych dotychczas umiejętności. I tak przez kilka miesięcy.</p>

<p><img src="http://" alt="Podróż do Jądra Ciemności">
<strong>JAK NIC NIE POPSUĆ?</strong></p>

<p>Mając już takie przygody za sobą z pierwszym Jegomościem, wiemy, że to co się dzieje to preludium do Armagedonu, czyli <strong>wieku nastoletniego</strong>. Ciało będzie już miało dorosłe rozmiary, a w głowie motyle i zielona łąka. Bardzo ważne jest, by uzbroić się po zęby w cierpliwość i nieco psu "odpuścić". Nie irytować się, nie wściekać, nie wymagać nie wiadomo jakiego posłuszeństwa, nie wrzucać w za trudne sytuacje. Za to jeździć w nowe, ciekawe miejsca (u nas z tym jest nieco problem z racji motywu z samochodem...), tropić, bo to przecudownie zajmuje rozszalały umysł, spotykać się regularnie ze znaną już od dziecka grupą psów, kontrolować zabawy i poziom pobudzenia. Wspierać, kochać i mocno tulić do matczynej piersi, gdy ilość wylewającej się uszami głupoty przeraża i wydaje się, że nie dacie rady już ani dnia dłużej. A przede wszystkim, aranżować spotkania z DOROSŁYMI, ZRÓWNOWAŻONYMI SAMCAMI, podczas których Quentin dowie się, kim będzie jak dorośnie. Dzięki temu, nie popsują się jego relacje z samcami, bo mądre psy pokażą Młodemu, jakie zasady rządzą męskim światem, gdzie w powietrzu wisi testosteron a wobec Niewiast należy być gentelmanem. <br>
<img src="/content/images/2016/06/13414530_10206938115353795_1272092066_n.jpg" alt="Podróż do Jądra Ciemności">
W związku z zaistniałą sytuacją, proszę Was o morze wsparcia i pozytywnej energii, żeby nasza Czwórka wyszła cało z tego Jądra Chaosu.</p>

<p>Mag :) </p>

<p><img src="/content/images/2016/06/13414721_10206938115633802_230536256_n.jpg" alt="Podróż do Jądra Ciemności"></p>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[O psie, który chciał chodzić tylko piechotą, czyli o tym, jak leczymy się z fobii lokomocyjnej]]></title><description><![CDATA[<p>Jedną z wielu różnic pomiędzy moimi Chudymi jest to, że Quentin od pierwszych dni bardzo bardzo źle czuł się we wszelkiego rodzaju pojazdach, podczas gdy Django wprost uwielbia podróżować. </p>

<p>U szczeniorów choroba lokomocyjna bierze się z tego, że ich błędnik jest niedorozwinięty, świat podczas jazdy "wiruje", co powoduje mdłości i</p>]]></description><link>http://blog.talkwithdog.pl/historia-psa-ktory-chcial-chodzic-tylko-piechota-czyli-o-tym-jak-leczymy-sie-z-fobii-lokomocyjnej/</link><guid isPermaLink="false">204fda11-60eb-4e25-b7ff-171721da0ec0</guid><category><![CDATA[samochód]]></category><category><![CDATA[podróż]]></category><category><![CDATA[fobia lokomocyjna]]></category><category><![CDATA[Quentin]]></category><category><![CDATA[terapia]]></category><dc:creator><![CDATA[Magdalena Berecka]]></dc:creator><pubDate>Fri, 29 Apr 2016 18:10:27 GMT</pubDate><media:content url="http://blog.talkwithdog.pl/content/images/2016/04/13106798_10206688185385702_1959447943_o-1.jpg" medium="image"/><content:encoded><![CDATA[<img src="/content/images/2016/04/13106798_10206688185385702_1959447943_o-1.jpg" alt="O psie, który chciał chodzić tylko piechotą, czyli o tym, jak leczymy się z fobii lokomocyjnej"><p>Jedną z wielu różnic pomiędzy moimi Chudymi jest to, że Quentin od pierwszych dni bardzo bardzo źle czuł się we wszelkiego rodzaju pojazdach, podczas gdy Django wprost uwielbia podróżować. </p>

<p>U szczeniorów choroba lokomocyjna bierze się z tego, że ich błędnik jest niedorozwinięty, świat podczas jazdy "wiruje", co powoduje mdłości i inne nieprzyjemne objawy. Często mówi się, że to "trzeba wyjeździć", zabierać psa samochodem w fajne miejsca od najmłodszych lat, żeby miło kojarzył podróż, a jak już rozwinie się błędnik (ok. 1,5 roku życia), to samo przejdzie. I podawać leków też nie ma co, bo przecież nie ma sensu szprycować psa, skoro to samo przechodzi.</p>

<p>No to jeździliśmy w najczadowsze znane mi miejsca, na najczadowsze spotkania z najczadowszymi psimi przyjaciółmi. Quentin w samochodzie ślinił się tak, że po 20min jazdy mogłam wyżymać dwa wielkie ręczniki, ale przecież się wyjeździ. I wyjeździliśmy... fobię lokomocyjną. Brawo, Magdaleno!</p>

<p>Czym jest fobia lokomocyjna? LĘKIEM przed samochodem i podróżowaniem. Jak dotarło do mnie, że problem Quentina jest tak duży? Sam mi powiedział. Na początku przestał chcieć podchodzić do samochodu. Ale ok, niedobrze mu, to go po prostu tam wsadzę. Ale kiedy pies na moje zbieranie się rano do wyjścia, WYLEWAJĄC LITRY ŚLINY zakopywał się w łóżko i udawał martwy kamień, żebym go tylko nie wzięła, zaczęła zapalać mi się czerwona lampka. W pewnym momencie, na zajęciach przestał do mnie przychodzić, nie chciał brać ode mnie smaczków, nawet nie patrzył w moją stronę - lekka załamka i łza w mym oku. Ostatek wątpliwości rozwiał się, kiedy chciałam wracać od Agnieszki do domu, a Quentin śliniąc się uciekł z najdalszy kąt jej salonu, żebym tylko go nie dotykała. Został na noc. Potem było tylko gorzej - uciekał ode mnie, nie chciał żebym go dotykała, a kiedy do niego podchodziłam kulił się jak pies, którego ktoś bił... Zaczęłyśmy obmyślać z Agą plan ratunkowy....</p>

<p><strong>JAK LECZYĆ FOBIĘ LOKOMOCYJNĄ</strong></p>

<p>Po konsultacji z bardzo kompetentnym w temacie wetem, plan wyglądał tak:</p>

<ol>
<li><strong>Detoks</strong> - przez co najmniej 2 tygodnie Quentin nie jeździ samochodem, nie podchodzi do niego, nawet na niego nie patrzy.  </li>
<li><strong>Lęk</strong> - trzeba odczarować samochód. Przy tak dużym lęku można zrobić to tylko wspomagając się lekami wyciszającymi - Hydroxyziną.  </li>
<li><strong>Mdłości</strong> - kiedy już nie będzie bał się samochodu, trzeba podać mu najlepszy dostępny lek przeciwwymiotny - Cerenię, i zacząć pierwsze próby jeżdżenia.</li>
</ol>

<p>Wcielenie planu w życie:</p>

<p>Quenin był bardzo zadowolony z pierwszego punktu planu. Po 4 dniach przestał ślinić się na widok mnie zbierającej się do wyjścia. Po dwóch tygodniach przestał się z przerażeniem patrzeć na samochód. </p>

<p>To był moment, kiedy wprowadziliśmy Hydroxyzynę. Tableteczki z rana i po kilku godzinach próbujemy podejść do samochodu. Po 20 minutach zbliżył się na jakieś 10 metrów, po kolejnych 10 minutach, na 7 metrów. <br>
<img src="/content/images/2016/04/13120574_10206688185665709_764967680_o.jpg" alt="O psie, który chciał chodzić tylko piechotą, czyli o tym, jak leczymy się z fobii lokomocyjnej">
I to był koniec dnia pierwszego. Kolejny dzień zaczęliśmy od 15 metrów, skończyliśmy na 2. Codziennie na spokojnie, w towarzystwie uwielbiającego podróże Django, przesiadywaliśmy mnóstwo czasu w okolicach samochodu. Po 5 dniach, Quentin zjadł smaczek położony na progu drzwi. Bez ślinienia się! ŁUHU! <br>
<img src="/content/images/2016/04/13106521_10206688185865714_1661725984_o.jpg" alt="O psie, który chciał chodzić tylko piechotą, czyli o tym, jak leczymy się z fobii lokomocyjnej">
Pielęgnowaliśmy to przez kolejne 2 dni i w piękną słoneczną niedzielę, po radosnym spacerze, całą rodziną zasiedliśmy w samochodzie. Quentin na początku miał wielkie oczy i szukał wyjścia, ale gdy posypały się smaczki, a my oddaliśmy się wycieraniu kurzy w samochodzie (nigdy nie był tak czysty!), wyluzował. Siedział, paczał i memlał smaczki. <br>
<img src="/content/images/2016/04/13106798_10206688185385702_1959447943_o.jpg" alt="O psie, który chciał chodzić tylko piechotą, czyli o tym, jak leczymy się z fobii lokomocyjnej">
Przez kolejne 3 dni, już bez Jarka siadaliśmy sobie w wyłączonym samochodzie. Obiad Quentin również jadł w aucie. To był nie lada wyczyn, ponieważ wcześniej nie było mowy o jedzeniu czegokolwiek, gdy samochód znajdował się w pobliżu. <br>
<img src="/content/images/2016/04/13112483_10206688184785687_2022393384_o.jpg" alt="O psie, który chciał chodzić tylko piechotą, czyli o tym, jak leczymy się z fobii lokomocyjnej">
Kolejnym krokiem było włączenie silnika, gdy Quen siedział w środku. Wielkie oczy i zaprzestanie jedzenia. Po chwili namysłu stwierdził, że w sumie, to może jednak wziąć tego smaczka. Kolejnego dnia, zjadł obiad w samochodzie z włączonym silnikiem. Ba, nawet interesował się tym, co jest za oknem! <br>
<img src="/content/images/2016/04/13090866_10206688184865689_1548576025_o.jpg" alt="O psie, który chciał chodzić tylko piechotą, czyli o tym, jak leczymy się z fobii lokomocyjnej">
<img src="/content/images/2016/04/13120457_10206688184905690_254869295_o-1.jpg" alt="O psie, który chciał chodzić tylko piechotą, czyli o tym, jak leczymy się z fobii lokomocyjnej">
Czułam, że to jest ten moment, kiedy mogę ruszyć. Nie była to podróż życia - jedynie wyjechałam i wjechałam na miejsce parkingowe :P Jako, że zniósł to dobrze...</p>

<p>...przyszedł czas na krok ostateczny. 11 dnia terapii, po zaaplikowaniu Cerenii i odczekaniu ponad godziny, by na pewno zaczęła działać, zapakowałam Chudeły do samochodu i pojechaliśmy. Całe dwie minuty jazdy na łąkę pod Lasem Kabackim. Non stop odwracałam się, by zobaczyć, jak czuje się Quen - ok. Po miłym spacerze, wróciliśmy do samochodu. Młody dziarsko do niego podszedł, co było miłą nowością. Zrobiliśmy 10 minutową objazdówkę po dzielni. Za każdym razem, gdy odwracałam się, by zobaczyć, co u Q, leżał sobie jak książę z miną "Ale, że co? No jadę, nic się nie dzieje." Ucieszona po uszy zaparkowałam pod domem i wyleciałam z samochodu na skrzydłach radości. </p>

<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/uN7pVH5UxpE" frameborder="0" allowfullscreen></iframe>  

<p><img src="/content/images/2016/04/13112459_10206688184945691_1385194283_o-1.jpg" alt="O psie, który chciał chodzić tylko piechotą, czyli o tym, jak leczymy się z fobii lokomocyjnej"></p>

<p><strong>MAMY TO!</strong> Quentin nie reaguje panicznie na samochód i jechał nim bez mililitra uronionej śliny. Przed nami jeszcze dużo dużo pracy, żeby było dobrze. Póki co, nie obędzie się bez przeciwwymiotnej Cerenii, ale mam nadzieję, że stopniowo uda nam się wyeliminować Hydroxyzinę. Wciąż zamierzamy przesiadywać bez celu w samochodzie i robić coraz to dłuższe przejażdżki po okolicy. </p>

<p>Trzymajcie kciuki, by pewnego pięknego dnia, Quentin zaczął czerpać z jazdy równie wielką przyjemność jak nasza pozostała trójka :)</p>

<p>Mag! <br>
<img src="/content/images/2016/04/13105788_10206688281708110_1518355537_o.jpg" alt="O psie, który chciał chodzić tylko piechotą, czyli o tym, jak leczymy się z fobii lokomocyjnej"></p>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Le Petit Pet, czyli rzecz o kocyku i kominie]]></title><description><![CDATA[<p>Przez ostatnie prawie dwa miesiące, dziarsko testowaliśmy cudowności od <a href="http://http://lepetitpet.pl/">Le Petit Pet</a> - kocyk i komin. Czas na wyniki eksperymentu!</p>

<p><strong>Kocyk</strong></p>

<p>Co nieco wspominałam już na facebooku, ale powtórzę to raz jeszcze - nie znam drugiej firmy zajmującej się artykułami dla psów, która tak genialnie dba o szczegóły. Uwielbiam ładnie</p>]]></description><link>http://blog.talkwithdog.pl/le-petit-pet-czyli-rzecz-o-kocyku-i-kominie/</link><guid isPermaLink="false">5c25f783-4df5-4698-9cc9-3def9cd581fb</guid><category><![CDATA[kocyk]]></category><category><![CDATA[komin]]></category><category><![CDATA[akcesoria dla psów]]></category><category><![CDATA[test]]></category><category><![CDATA[recenzja]]></category><dc:creator><![CDATA[Magdalena Berecka]]></dc:creator><pubDate>Thu, 31 Mar 2016 17:49:20 GMT</pubDate><media:content url="http://blog.talkwithdog.pl/content/images/2016/03/postcover.jpg" medium="image"/><content:encoded><![CDATA[<img src="/content/images/2016/03/postcover.jpg" alt="Le Petit Pet, czyli rzecz o kocyku i kominie"><p>Przez ostatnie prawie dwa miesiące, dziarsko testowaliśmy cudowności od <a href="http://http://lepetitpet.pl/">Le Petit Pet</a> - kocyk i komin. Czas na wyniki eksperymentu!</p>

<p><strong>Kocyk</strong></p>

<p>Co nieco wspominałam już na facebooku, ale powtórzę to raz jeszcze - nie znam drugiej firmy zajmującej się artykułami dla psów, która tak genialnie dba o szczegóły. Uwielbiam ładnie zapakowane rzeczy, ponieważ wg mnie, od pierwszego momentu, w którym dociera do nas paczka, tworzy się EKSPIRJENS - czyli po prostu, pierwsze wrażenie jest najważniejsze :P Ładne opakowanie świadczy o tym, że producent dba o swojego klienta i chce dopieścić jego zmysły w każdym calu. I Le Petit Pet świetnie radzi sobie z tym wyzwaniem. Do produktu dołączony jest list, personalizowane metki, naklejki, tasiemki, a wszystko to śliczne i wychuchane. </p>

<p><img src="/content/images/2016/03/post5.jpg" alt="Le Petit Pet, czyli rzecz o kocyku i kominie"></p>

<p>Le Petit Pet, jako jedyna znana mi firma, szyje z najwyższej jakości materiałów w czadowe designerskie wzory. Nie są to te same printy, które możecie spotkać u 40 innych szyjących. Wzory są eleganckie a każdy szczegół możecie spersonalizować pod siebie. <br>
Jeśli chodzi o wykonanie, to jest ono najwyższej jakości. Uwielbiam równiusieńkie, smaczne szwy, nic nie wystaje, nic się nie krzywi. A to nie jest wcale takie oczywiste, zdarzało mi się dostawać okropne szwy za gruby hajs.</p>

<p>Kocyk przeszedł szkołę życia - był z Quenem na pierwszej w życiu wizycie w knajpie, gdzie leżał na podłodze i był deptany - kocyk, nie Quentin. Został dwukrotnie okraszony wymiocinami i trzykrotnie moczem. Przepraszam za nieowijanie w bawełnę. Leżał na stylowych eleganckich kanapach, na kanapach samochodowych i na zwykłych ławkach. Był również kocem piknikowym i poddupnikiem na pomoście. Co za tym idzie, nie raz lądował w pralce. Prałam go w 30 stopniach w worku do prania, gdyż mój bęben lubi mechacić materiały. </p>

<p>Po tym wszystkim, mogę śmiało powiedzieć, że polecam owy kocyk. Cieszy oko i przyciąga uwagę. Niejednokrotnie ludzie mówili mi "ojej, jaki ładny, to dla psa?". Swoją drogą, dziwi mnie, że ludzi wciąż dziwi, że psie rzeczy mogą być ładne. Bardzo dobrze znosi zabrudzenia i prania - kolor wciąż żywy i ładny. Chudzi ewidentnie go lubią, bo mając do wyboru samą kanapę i kanapę z kocykiem, prawie zawsze wybierają leżenie choć kawałkiem ciała na kocyku. </p>

<p><img src="/content/images/2016/03/post3.jpg" alt="Le Petit Pet, czyli rzecz o kocyku i kominie"></p>

<p><strong>Komin</strong></p>

<p>Wszystko to, co pisałam odnośnie opakowania, czaderskich materiałów i świetnej jakości wykonania, tyczy się również komina. Po założeniu dobrze leży, gumka sprawia, że nie spada przy pochylaniu głowy i ogólnie jest dobrze. </p>

<p>Dziurkę na smycz zrobiłabym nieco niżej, ale to zapewne cecha osobnicza. Zmieniłabym też gumkę na szerszą, bo o ile używa się go jako komina, obecna dobrze trzyma, tak jako snood, który ma chronić długie uszy przed zjedzeniem, zsuwa się na oczy. Do używania jako snood, mógłby być również zrobiony z nieco miększego materiału, gdyż ten chyba jest niezbyt komfortowy dla jedzącego pyska. Przynajmniej tak było u Quena, który generalnie nie był zadowolony z pomysłu.</p>

<p>I tu rodzi się moja ogromna wątpliwość - po co to w ogóle jest? Jeśli jest zimno, ubieram psa w kurtkę całego, nie tylko szyję. Jeśli jest ciepło, nie ubieram go wcale. Milena wytłumaczyła mi, na co w sumie mogłam wpaść sama, że przecież nie wszystkie kurtki mają wysokie kołnierze zakrywające szyję psa. Dj zdecydowanie uważa, że instytucja komina jest totalnie zbędną. No, chyba, że dla lansu, bo faktycznie jest śliczny ;) Zatem fakt, iż moje psy zbojkotowały komin jako ideę sprawia, że trudno jest mi napisać więcej na ten temat.  </p>

<p>Generalnie, jeśli ktoś uważa, że jego psu potrzebny jest komin, to myślę, że te od Le Petit Pet świetnie się sprawdzą i na pewno będą efektowne. </p>

<p><img src="/content/images/2016/03/post7.jpg" alt="Le Petit Pet, czyli rzecz o kocyku i kominie"></p>

<p><strong>Podsumowując</strong></p>

<p>Le Petit Pet zdobyło moje serce jakością wykonania, dbałością o detale i świetnym designem, który nie jest tak oczywisty w świecie psich akcesoriów. Bardzo polecam wszystkim, którzy chcą nosić się z klasą. <br>
Obecnie czekamy na czadowy materiał, z którego będą zrobione już zbierające świetnie opinie woreczki na smaczki. Możecie spodziewać się za jakiś czas recenzji :)</p>

<p>I na koniec, specjalnie dla Was, zapytałam Milenę, skąd u niej to uwielbienie do zasiadania na najwyższej jakościowej półce:</p>

<blockquote>
  <p>"Zakładając markę modową dla psów wiedziałam, że chcę stworzyć produkty, których jeszcze na rynku nie ma - nie tylko stylowe i piękne, ale też doskonałe jakościowo. Większość materiałów, których używamy nie znajdziecie nawet wśród ubrań dla ludzi - są tak dobre jakościowo(i niestety drogie!), że większości marek ,,nie opłaca’’ się z nich szyć. Cóż, my jako miłośnicy psów, musieliśmy je odnaleźć i użyć w naszych produktach :)"
  Milena - matka założycielka Le Petit Pet</p>
</blockquote>

<p>Mag! </p>

<p>P.S. <br>
Le Petit Pet znajdziecie tutaj: <a href="http://http://lepetitpet.pl/">strona</a> i tutaj: <a href="http://https://www.facebook.com/lepetitpetpl/?fref=ts">fejsbuń</a> :)</p>

<p><img src="/content/images/2016/03/spot4.jpg" alt="Le Petit Pet, czyli rzecz o kocyku i kominie">
<img src="/content/images/2016/03/post6.jpg" alt="Le Petit Pet, czyli rzecz o kocyku i kominie">
<img src="/content/images/2016/03/post2.jpg" alt="Le Petit Pet, czyli rzecz o kocyku i kominie">
<img src="/content/images/2016/03/post1.jpg" alt="Le Petit Pet, czyli rzecz o kocyku i kominie">
<img src="/content/images/2016/03/post9.jpg" alt="Le Petit Pet, czyli rzecz o kocyku i kominie">
<img src="/content/images/2016/03/post8-2.jpg" alt="Le Petit Pet, czyli rzecz o kocyku i kominie"></p>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Chaos (nie)kontrolowany]]></title><description><![CDATA[<p>Minął miesiąc od kiedy nasza trójka stała się czwórką. 2 stycznia w naszym domu pojawił się Quentin - mój wymarzony Saluki. O tym, jak do tego doszło, napiszę osobny post. Dziś opowiem Wam, jak przez nasz dom przetoczył się chaos.</p>

<h6 id="pierwsze34dni">Pierwsze 3-4 dni</h6>

<p>Dj zachwycony, jest się z kim bawić,</p>]]></description><link>http://blog.talkwithdog.pl/chaos-nie-kontrolowany/</link><guid isPermaLink="false">0f055e87-8811-4d88-bc57-d4384e3213b6</guid><category><![CDATA[pierwsze dni w domu]]></category><category><![CDATA[drugi pies]]></category><category><![CDATA[saluki]]></category><dc:creator><![CDATA[Magdalena Berecka]]></dc:creator><pubDate>Sat, 06 Feb 2016 16:16:27 GMT</pubDate><media:content url="http://blog.talkwithdog.pl/content/images/2016/02/12593956_1233650079983025_7752722687853583874_o--1--2.jpg" medium="image"/><content:encoded><![CDATA[<img src="/content/images/2016/02/12593956_1233650079983025_7752722687853583874_o--1--2.jpg" alt="Chaos (nie)kontrolowany"><p>Minął miesiąc od kiedy nasza trójka stała się czwórką. 2 stycznia w naszym domu pojawił się Quentin - mój wymarzony Saluki. O tym, jak do tego doszło, napiszę osobny post. Dziś opowiem Wam, jak przez nasz dom przetoczył się chaos.</p>

<h6 id="pierwsze34dni">Pierwsze 3-4 dni</h6>

<p>Dj zachwycony, jest się z kim bawić, jest się do kogo przytulać podczas snu. Ja w lekkim szoku - dlaczego on tyle pije, dlaczego on chce siku co 50 min, dlaczego on tak lata, dlaczego on jest taki jadowity? Co mam na myśli mówiąc jadowity? Nie zastyga, jak książkowy szczeniaczek, gdy Django unieruchamia go za karczycho. Wręcz przeciwnie, wierzga jak oparzony źrebak, warczy i pokazuje swoje mini ząbki wystające ze spuchniętych dziąseł. "O matko, jak ten biedny Dj sobie poradzi z tą żmiją." <br>
Jest jeden DUŻY pozytyw - Django zaczął jeść jak szalony! Nie ma, że warzywka gryzą w zęby, nie ma że olej z łososia śmierdzi. Młody za ścianą wcina swoje pierwsze w życiu wołowe żołądki, wcinam i ja! <br>
Jaro ostoja spokoju - będzie doobrze! </p>

<p>Oto mała próbka średniego natężenia jadowitości:  </p>

<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/t_xxsv9AZnM" frameborder="0" allowfullscreen></iframe>

<h6 id="poczterechdniachzaamka">Po czterech dniach - załamka.</h6>

<p>Dj zestresowany tak, że nie śpi, tylko stoi i nasłuchuje czujny, jak łania po porodzie. Dotarło do niego, że Młody zostaje tu na zawsze. Ja płaczę "Cóż jam uczyniła? Jak mogłam to zrobić mojemu pieseczkowi" i takie tam. Młody sika częściej niż nadążam zakładać buty, na dworze -17 stopni. Poza tym, Quen jest tak sfokusowany na Django i tak bardzo jadowity, że coraz częściej musimy ich rozdzielać. Rozdzielanie wiąże się z wpadaniem Młodego w szał. Wyje, drapie, jakby go coś opętało. Na szczęście, szybko potrafi się wyciszyć. <br>
Jaro radosny - "Jest dooobrze, przyzwyczają się."</p>

<h6 id="potygodniumasakryzaczynawychodzisoce">Po tygodniu masakry, zaczyna wychodzić słońce.</h6>

<p>Django wyluzował, już się nie stresuje, widać, że cieszy się obecnością Quentina. Saluczywko wyluzowało, nie jest już tak zapalczywy w nawalankach i ogarnął się z częstotliwością sikania. Pięknie przestawił się na BARFa. Poza tym, świetnie idzie mu na psim przedszkolu w Dobrym Psie - jest miły, odważny, zabawowy i mądry. Bardzo dużo myśli. Siada i analizuje. Ja dalej w szoku "Co ja zrobiłam? Jejusiu, jest tak bardzo słodziutki". <br>
Jaro - "Popatrz, jakie słodziaczki!"</p>

<h6 id="kolejnytydziekolejnyprogres">Kolejny tydzień, kolejny progres.</h6>

<p>Quentin zaczyna zauważać Jarka i mnie. Już nie jest tak sfokusowany na Django. Przychodzi do nas się pomiziać, kładzie się przy nas, by uciąć sobie drzemkę. Bryluje na zajęciach psiego przedszkola. Django bardzo docenia chwilę sam na sam z nami, ale bardzo cieszy się na powrót do Małego. Pisałam już, że Quentin ma szczeniaczkową chorobę lokomocyjną? Podróż samochodem jest iście fascynująca - łapanie zawartości brzuszka w trakcie jazdy powinno być obłożone mandatem. Ale spokojnie, wyjeździ się. <br>
Jaro zakochany w Quentinie po uszy. Kolejny raz mój pomysł okazał się świetny. No proszę... :P</p>

<h6 id="dzijestdobrze">Dziś jest dobrze.</h6>

<p>Chłopaki dogadują się świetnie, choć czasem zastanawiam się, który z nich ma 4 miesiące, a który 2,5 roku :P Chodzimy na 4 razy więcej spacerów (razem, osobno, razem ćwicząc chodzenie osobno, osobno na zajęcia). Przez chwilę mieliśmy po 20cm łóżka na osobę. Teraz Quen stwierdził, że jest mu za ciasno i wyniósł się do legowiska. Zamrażarka pustoszeje nam w tempie światła. Mamy 3 razy więcej mizianek. Mamy 100 razy więcej słodyczy - Djowy level słodkości podskoczył do nieskończoności, a  Mr.Q. ma tak powalającą mimikę, gibkość ciałka, misiowatość i mądrość że serce trzepocze. </p>

<p>I tak to właśnie jest. Pani Trener, taka mądra, tak dobrze przygotowana, tak oczytana, osłuchana i gotowa na to, co nadejdzie. Pojawia się słodka Malizna i świat staje na głowie. Chyba jednak czasem lepiej wiedzieć mniej. Wtedy człowiek nie stresuje się tak każdym błędem, który przypadkowo popełni, nie analizuje tak i nie spina się. <br>
A nie wiem, czy wiecie, ale Dj był szczeniakiem idealnym - uwielbiam to, że czas zaciera w mózgu niefajne wspomnienia pozostawiając mocne ślady tego, co dobre ;)</p>

<p>I tak, nasza Szczęśliwa Trójeczka staje się Szczęśliwą Czwóreczką!</p>

<p>Mag :)</p>

<p><img src="/content/images/2016/02/2016-02-02-09-56-41.jpg" alt="Chaos (nie)kontrolowany">
<img src="/content/images/2016/02/2016-01-05-20-43-08.jpg" alt="Chaos (nie)kontrolowany">
<img src="/content/images/2016/02/2016-01-05-09-18-22.jpg" alt="Chaos (nie)kontrolowany">
<img src="/content/images/2016/02/2016-01-22-22-25-31.jpg" alt="Chaos (nie)kontrolowany">
<img src="/content/images/2016/02/2016-01-02-19-03-27.jpg" alt="Chaos (nie)kontrolowany">
<img src="/content/images/2016/02/12596834_10205991762655569_1093312080_o-1.jpg" alt="Chaos (nie)kontrolowany">
<img src="/content/images/2016/02/2016-01-07-09-17-18.jpg" alt="Chaos (nie)kontrolowany"></p>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Śmiercionośne drony]]></title><description><![CDATA[<p>W poprzednim poście wspomniałam o dronach, teraz czas na rozwinięcie tematu. </p>

<p>Django boi się niewielu rzeczy. Jeśli czegoś się obawia, zatrzymuje się, patrzy na mnie i otrzymawszy znak, że jest ok, idzie dalej. Tak było zawsze do pewnego pięknego dnia podczas bieszczadzkiego Biegu Rzeźnika. Staliśmy w tłumie oglądających biegowe gadżety,</p>]]></description><link>http://blog.talkwithdog.pl/smiercionosne-drony/</link><guid isPermaLink="false">50bd8824-02d3-4403-9c16-211e047d6692</guid><category><![CDATA[porady]]></category><category><![CDATA[whippet ·]]></category><category><![CDATA[odwrażliwianie]]></category><category><![CDATA[lęk]]></category><dc:creator><![CDATA[Magdalena Berecka]]></dc:creator><pubDate>Tue, 26 Jan 2016 14:41:43 GMT</pubDate><media:content url="http://blog.talkwithdog.pl/content/images/2016/04/drone-1040414_1920.jpg" medium="image"/><content:encoded><![CDATA[<img src="/content/images/2016/04/drone-1040414_1920.jpg" alt="Śmiercionośne drony"><p>W poprzednim poście wspomniałam o dronach, teraz czas na rozwinięcie tematu. </p>

<p>Django boi się niewielu rzeczy. Jeśli czegoś się obawia, zatrzymuje się, patrzy na mnie i otrzymawszy znak, że jest ok, idzie dalej. Tak było zawsze do pewnego pięknego dnia podczas bieszczadzkiego Biegu Rzeźnika. Staliśmy w tłumie oglądających biegowe gadżety, Dj ze swoją kumpelą Łajką (<a href="http://https://www.facebook.com/szczesliwibiegajaultra100/?fref=ts">Szczęśliwi biegają ULTRA</a>) wąchali to i tamto. Nagle patrzę, a Django stoi zwinięty w kabłąk, trzęsie się jak osika, jednocześnie śliniąc się niczym dog niemiecki. W wytrzeszczonych oczach wbitych w niebiosa widać przerażenie. Nigdy nie widziałam Chudego w takim stanie. Kieruję wzrok w kierunku wyznaczanym przez ogromne źrenice Dja, a tam... DRON. Lata nad tłumem filmując bądź robiąc zdjęcia. Próbuję podejść do Dja, a on bierze nogi za pas i chce uciekać. Szybko odeszliśmy w spokojne miejsce, jednak on non stop patrzył w niebo wypatrując zagrożenia. </p>

<p>Byłam zdziwiona jego reakcją, ponieważ mieszamy na Ursynowie i widok latających maszyn nie jest mu obcy. Ba, zawsze uwielbiał się im przyglądać! Zaczęłam analizować, o co mogło pójść nie tak i doszłam do wniosku, że chodzi o ten charakterystyczny dźwięk, jaki wydaje to niewinne urządzonko. Właściwie to całkiem logiczne. Dla mnie ten dźwięk również nie jest najprzyjemniejszy - "wwierca" mi się w mózg. A co dopiero dla pieseła, który ma słuch dużo wrażliwszy niż my, zwłaszcza na wysokich częstotliwościach. Moje przypuszczenia potwierdziły się, gdy w czasie flyballowego treningu, pewien pan postanowił polatać sobie obok zdalnie sterowanym helikopterkiem wydającym podobny dźwięk. Dj odpadł i nie było z kim rozmawiać... <br>
Niestety, jego obawy nie ograniczają się do maluśkich urządzeń. Pewnego razu, gdy byłyśmy z Laurą (<a href="http://http://www.azarin.com.pl/">Azarin</a>) na naszej ukochanej plaży, radosny pan na motolotni stwierdził, że niezwykle zabawnym będzie przelecenie 1 METR nad głowami stada psów... Więc teraz mamy zgeneralizowaną obawę przed latającymi obiektami posiadającymi śmigła. Samoloty z silnikami odrzutowymi, na szczęście wciąż są ulubione do paczania. </p>

<p>Jak próbujemy z tym walczyć? Po pierwsze, nigdy nie zmuszam go, żeby podszedł do źródła strachu. Pozwalam mu odejść, jeśli chce, lub patrzeć, jeśli akurat ma tyle odwagi. Dodatkowo, przekopawszy czeluścia jutuba, znalazłam kilka nagrań z felernymi śmigłami i towarzyszą nam one czasem w ciągu dnia, gdy nic się nie dzieje. </p>

<p>Skoro piszę o strachach, wspomnę jeszcze o pierwszym przerażającym wydarzeniu, które nieco naznaczyło życie Djanulca. Buszując w kuchni moich rodziców, upuściłam na płytki szklaną przykrywkę od ogromnego naczynia żaroodpornego. Nie trudno się domyślić, że  z wielkim hukiem spektakularnie rozbiła się w drobniusieki mak. Oczywistym jest również, że Dj akurat w tym momencie przekraczał próg kuchni... I tym sposobem, gdy jestem w kuchni, a zwłaszcze kiedy odbywa się stukanie naczyń, bądź sztućców, Django zawsze wychodzi. Wydarzyło się to jakieś 1,5 roku temu i odwrażliwianie powoli zaczyna przynosić efekty. W ostatnim czasie bardzo pomaga nam Quentin, który kompletnie nie przejmuje się kuchennymi odgłosami. Django patrzy na niego i zastanawia się, czy to wychodzenie z kuchni faktycznie ma sens, skoro taka mała gnojówka leży sobie w najlepsze. </p>

<p>Zapytałam Django, czy nie będzie miał nic przeciwko, jak opiszę jego strachy. Zawahał się troszkę, ale stwierdził, że skoro ma to pomóc innych Chudziakom nie wstydzić się tego, że czasem się boją, to mogę pisać ;)</p>

<p>A jak to wygląda u Was? Czy w życiu waszych czworołapów są jakieś śmiercionośne przedmioty bądź sytuacje? Jak sobie z tym radzicie? Dajcie znać na <a href="https://www.facebook.com/talkwithdogpsitrener">fejsbuniu</a>.</p>

<p><img src="/content/images/2016/01/10984112_1656797027887553_7310214681069017442_n.jpg" alt="Śmiercionośne drony">
<img src="/content/images/2016/01/1479488_10201245694246825_1547889945_n.jpg" alt="Śmiercionośne drony">
<img src="/content/images/2016/01/12242996_1701118330122089_1126773393802774731_n.jpg" alt="Śmiercionośne drony">
<img src="/content/images/2016/01/12584048_1091372214236136_467344041_n.jpg" alt="Śmiercionośne drony"></p>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Dzieci i pies, czyli jak wyjść cało z rodzinnego spotkania]]></title><description><![CDATA[<p>Jako, że jeszcze koniuszkiem stopy jesteśmy w okołoświątecznonoworocznych spotkaniach rodzinnych, opowiem Wam, jak udało nam się przejść przez to całe zamieszanie bez uszczerbku na zdrowiu. </p>

<p>Django ma do czynienia z dziećmi od kiedy był małym szczeniaczkiem. Urodził się, kiedy córeczka mojego brata miała półtora roku. I tak, z jednej strony</p>]]></description><link>http://blog.talkwithdog.pl/dzieci-i-pies-czyli-jak-wyjsc-calo-z-rodzinnego-spotkania/</link><guid isPermaLink="false">84720b91-4340-45a9-aff0-2e176df3d73c</guid><category><![CDATA[dziecko]]></category><category><![CDATA[rodzina]]></category><category><![CDATA[bezpieczeństwo]]></category><category><![CDATA[porady]]></category><dc:creator><![CDATA[Magdalena Berecka]]></dc:creator><pubDate>Tue, 05 Jan 2016 23:18:38 GMT</pubDate><media:content url="http://blog.talkwithdog.pl/content/images/2016/01/SAM_2623-2.jpg" medium="image"/><content:encoded><![CDATA[<img src="/content/images/2016/01/SAM_2623-2.jpg" alt="Dzieci i pies, czyli jak wyjść cało z rodzinnego spotkania"><p>Jako, że jeszcze koniuszkiem stopy jesteśmy w okołoświątecznonoworocznych spotkaniach rodzinnych, opowiem Wam, jak udało nam się przejść przez to całe zamieszanie bez uszczerbku na zdrowiu. </p>

<p>Django ma do czynienia z dziećmi od kiedy był małym szczeniaczkiem. Urodził się, kiedy córeczka mojego brata miała półtora roku. I tak, z jednej strony mamy 2 i 4 latki, a z drugiej 5, 9 i 10 latki. Mówiąc bardzo ogólnie, Chudy uważa, że dzieci nie są takie złe. Można czasem z nimi poganiać, rzucą zabawką, bądź pomiziają, jak Magda pozwoli. Jednak są dwie rzeczy związane z małymi ludźmi, które swoją strasznością dorównują dronom (Czy opowiadałam Wam o dronach? Jeśli nie, koniecznie przypomnijcie mi o tym!) - krzyk i tupiące, szaleńcze bieganie. Jak sobie z tym radzimy, kiedy dzieci każdy argument odrzucają w mniej niż 5 sekund? </p>

<h4 id="1dzieckopieskontrolakontrolakontrola">1. Dziecko + pies = kontrola, kontrola, KONTROLA.</h4>

<p>Django nigdy przenigdy nie zostaje sam na sam z dziećmi. Tam, gdzie są dzieci i pies, zawsze jestem ja lub Jarek. Dzieci nie dotykają psa, kiedy nie jesteśmy obok. Mniejsze dzieci siadają u mnie na kolanach i ja trzymam ich rączkę, kiedy głaszczą psa. Tu najważniejsze jest bezpieczeństwo. Dziecka i psa. Mój brat zawsze jest zszokowany, kiedy mówię, że Django może ugryźć - przecież to taki miły, spokojny i dobrze wychowany piesek. Zgadza się, jednak nawet najbardziej spokojny i wychowujący się z dziećmi od szczenięcia pies może ugryźć, kiedy dziecko zada mu ból, przestraszy go lub zrobi coś dziwnego, czego pies totalnie się nie spodziewał. I nie będzie to świadczyć o agresji psa, a o tym, że się przestraszył lub prawidłowo zareagował na ból. Dlatego dorosły ZAWSZE musi kontrolować sytuację i bardzo uważnie obserwować psa oraz sygnały, które wysyła. </p>

<h3 id="2edukacja">2. Edukacja.</h3>

<p>Od początku, kiedy Django pojawił się w naszej rodzinie, a dzieci są w stanie przyswajać informacje, uczę ję, jak powinny zachowywać się wobec psa, oraz co on czuje i pokazuje swoim ciałem. Wiedzą, że to pies podchodzi do człowieka pierwszy a nie człowiek biegnie do niego z wyciągniętymi rękoma. Opowiadam o tym, co oznacza, gdy pies się oblizuje i odwraca głowę, a co, jak sztywnieje i zamiera. Mówię (i pokazuję), dlaczego psy nie lubią być głaskane po głowie, ostrzegam, że kiedy pies leży, śpi albo je, to ABSOLUTNIE nie wolno mu przeszkadzać, oraz uświadamiam, o wszystkim tym, co nam, dorosłym wydaje się oczywiste, a dla dzieci jest okryciem na miarę Ameryki. Dzięki temu, nasze rodzinne dzieci wiedzą jak zachować się nie tylko wobec Django, ale każdego napotkanego psa.</p>

<h3 id="3stacjadokujca">3. Stacja dokująca.</h3>

<p>Mamy z Django do siebie ogromne zaufanie. On czuje się przy mnie bezpiecznie i wie, że nie pozwolę zrobić mu krzywdy. Pracowaliśmy nad tym od samego początku. I tak, świetnie wie, że kiedy czuje się niekomfortowo i nie chce, by dzieci były blisko niego, wystarczy, że do mnie przyjdzie lub schowa się za moimi nogami, a żaden mały człowiek się do niego nie zbliży. I dzieci również wiedzą, że kiedy Django do mnie przychodzi, to znaczy, że potrzebuje spokoju i absolutnie nie można wtedy do niego podchodzić. Niesamowite jest widzieć, jak pies z ufnością idzie do Ciebie kiedy chce mieć spokój, bo wie, że nigdy PRZENIGDY nie wystawiłaś go do wiatru. </p>

<h3 id="4bezpiecznabaza">4. Bezpieczna baza.</h3>

<p>Od małego Django jest uczony, że niezależnie od tego czy jest to nasze mieszkanie, czy jakikolwiek dom, w którym aktualnie się znajdujemy, ma swój odosobniony pokój lub ciche miejsce, gdzie może pójść, żeby się przespać lub wyciszyć. Najczęściej jest to pomieszczenie gdzie śpimy i gdzie są nasze rzeczy. Kiedy my musimy siedzieć przy stole a dzieciaki akurat mają fazę na testowanie nowych czadowych zabawek, wiem, że mogę zaprowadzić Dja do pokoju, a on tam się wyciszy albo prześpi. Nie traktujemy tego, jako kary, a jako bezpieczną bazę, do której często sam się udaje, kiedy chce odpocząć.</p>

<h3 id="5psiachwila">5. Psia chwila.</h3>

<p>Już nikogo z naszych bliskich nie dziwi, że w pewnym momencie rodzinnego spotkania znikamy całą trójką na kilkadziesiąt minut. Wsiadamy wtedy w samochód i jedziemy do pobliskiego parku, lasu, na polankę i robimy sobie spacer, podczas którego Django może sobie pohasać, wyluzować, a nasze uszy odpocząć od nadmiaru decybeli. </p>

<p>Tych kilka na prawdę prostych zasad sprawia, że spotkania rodzinne nie są koszmarem dla naszego Chudeła, a my nie jesteśmy sfiksowanymi na punkcie własnego psa czubkami, którzy trzymają go w złotej klatce i nie pozwalają się nikomu do niego zbliżyć. Najważniejsze to mieć oczy dookoła głowy, być świadomym, jak trudna ta sytuacja może być dla psa i ustalić z rodziną jasne zasady, które będziemy egzekwować nie bojąc się, że ktoś się na nas obrazi bądź uzna za wariata. To my wprowadzamy psa w tę sytuację i to my jesteśmy odpowiedzialni za jego komfort i bezpieczeństwo. I bezpieczeństwo osób z nami przebywających. </p>

<p>A Wy, jakie macie doświadczenia z rodzinnych spotkań? Podzielcie się nimi na moim <a href="https://www.facebook.com/talkwithdogpsitrener">fanpage'u</a>.</p>

<p>Mag! </p>

<p><img src="/content/images/2016/01/SAM_2540.jpg" alt="Dzieci i pies, czyli jak wyjść cało z rodzinnego spotkania">
<img src="/content/images/2016/01/SAM_2550.jpg" alt="Dzieci i pies, czyli jak wyjść cało z rodzinnego spotkania">
<img src="/content/images/2016/01/SAM_2545.jpg" alt="Dzieci i pies, czyli jak wyjść cało z rodzinnego spotkania">
<img src="/content/images/2016/01/SAM_2685.jpg" alt="Dzieci i pies, czyli jak wyjść cało z rodzinnego spotkania"></p>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Projekt prezent – wspomóż kolego psa bezdomnego vol.2]]></title><description><![CDATA[<p>Już po raz drugi <em>Futra Specjalnej Troski</em> organizują akcję „Projekt prezent – wspomóż kolego psa bezdomnego.” Polega ona na zbieraniu rzeczy, by zrobić świąteczny prezent konkretnemu Bezdomniakowi przebywającemu w domu tymczasowym, będącym pod opieką fundacji lub hoteliku.</p>

<p>Postanowiliśmy dołączyć do tej wspaniałej inicjatywy i zrobić niespodziankę jednemu z Chudełów spod skrzydeł</p>]]></description><link>http://blog.talkwithdog.pl/projekt-prezent-wspomoz-kolego-psa-bezdomnego-vol-2/</link><guid isPermaLink="false">53250e07-5832-4214-b4a7-71c74937eef8</guid><category><![CDATA[pomoc]]></category><category><![CDATA[bezpieczeństwo]]></category><category><![CDATA[życie]]></category><dc:creator><![CDATA[Magdalena Berecka]]></dc:creator><pubDate>Fri, 27 Nov 2015 13:23:00 GMT</pubDate><media:content url="http://blog.talkwithdog.pl/content/images/2016/01/pp_2015_1.png" medium="image"/><content:encoded><![CDATA[<img src="/content/images/2016/01/pp_2015_1.png" alt="Projekt prezent – wspomóż kolego psa bezdomnego vol.2"><p>Już po raz drugi <em>Futra Specjalnej Troski</em> organizują akcję „Projekt prezent – wspomóż kolego psa bezdomnego.” Polega ona na zbieraniu rzeczy, by zrobić świąteczny prezent konkretnemu Bezdomniakowi przebywającemu w domu tymczasowym, będącym pod opieką fundacji lub hoteliku.</p>

<p>Postanowiliśmy dołączyć do tej wspaniałej inicjatywy i zrobić niespodziankę jednemu z Chudełów spod skrzydeł fundacji Pomoc Chartom.</p>

<p>Poznajcie Lorda!</p>

<p><img src="/content/images/2016/01/12239496_874056632712618_5221021328852801433_n.jpg" alt="Projekt prezent – wspomóż kolego psa bezdomnego vol.2"></p>

<p>Lord to mix charta. Ma ok. 6 lat. Niestety, został bardzo skrzywdzony przez człowieka, boi się gwałtownych ruchów i podniesionej ręki. Już po paru dniach w domu tymczasowym była kolosalna zmiana. U Lorda stwierdzono łojotokowe zapalenie skóry i jest pod obserwacją weterynarzy. Lordzik jest nie jest duży, ma ok. 55 cm wzrostu. Trudno jest go dokładnie zmierzyć bo ciągle chodzi przykurczony. Waży 20 kg. Chłopak może mieszkać z kotami, pięknie chodzi na smyczy, nie brudzi w domu.</p>

<p>Nasz  Chudełek potrzebuje wielu rzeczy, dzięki którym pies może normalnie funkcjonować. Jednak najbardziej potrzebuje:</p>

<ul>
<li>karmy</li>
<li>oleju rybnego, by poprawić kondycję jego skóry i sierści</li>
<li>legowiska</li>
<li>zimowego ubranka</li>
</ul>

<p>Na czym polega projekt prezent?</p>

<ol>
<li>Wszystkie rzeczy, które uda się nam zebrać, zostaną przekazane Lordowi. Pomoc trafi właśnie do niego.  </li>
<li>Darczyńca na własny koszt przesyła rzeczy za pośrednictwem kuriera/poczty/paczkomatu na mój adres (dajcie znać mailem: magda@talkwithdog.pl, lub przez facebooka, a prześlę Wam adres).  </li>
<li>W ciągu trzech dni od skompletowania paczki, na własny koszt wysyłam ją do Lorda.  </li>
<li>Opiekunowie Lorda robią zdjęcie otrzymanemu prezentowi.  </li>
<li>Publikuję zdjęcia na swoim blogu oraz <a href="https://www.facebook.com/talkwithdogpsitrener/">fanpage’u</a>. <br>
Zbiórka trwa do <strong>14 grudnia 2015</strong>.  </li>
<li>Nie czerpię z akcji żadnych korzyści.</li>
</ol>

<p>Z góry dziękujemy Wam za wszystkie prezenty. Dzięki Wam, w ten świąteczny czas, Chudeł dla którego życie było tak niesprawiedliwe, będzie mógł poczuć ciepło i magię tych chwil.</p>

<p>Śmiało – nie bądźmy obojętni! :)</p>

<p>Mag</p>

<p>P.S.</p>

<p>Więcej o akcji Projekt Prezent dowiecie się ze strony <a href="http://futraspecjalnejtroski.pl/projekt-prezent-wspomoz-kolego-psa-bezdomnego-vol-2/#more-1840/">Futer Specjalnej Troski</a>.</p>

<p>Koniecznie odwiedźcie stronę fundacji <a href="https://www.facebook.com/Pomoc-Chartom-687636494687967/">Pomoc Chartom</a>. Dowiecie się z niej, co słychać u Lorda, a może nawet znajdziecie swoją Psią Bratnią Duszę! :)</p>

<p><img src="/content/images/2016/01/ramka2.jpg" alt="Projekt prezent – wspomóż kolego psa bezdomnego vol.2"></p>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Gdy Chudość się nudzi]]></title><description><![CDATA[<p>Znam whippety, które niezależnie od aury hasają po dworze bez najmniejszego problemu. Znam również takie, które potrafią od jesieni do wiosny wegetować w swoich pluszowych norkach. Ale są również takie, jak Django, które ni to wyjść na dwór, ni to spać całymi dniami. Jak wtedy umilić życie w czterech ścianach</p>]]></description><link>http://blog.talkwithdog.pl/gdy-chudosc-sie-nudzi/</link><guid isPermaLink="false">c809890e-f9cf-4b0c-b4ce-60174b738fba</guid><category><![CDATA[zabawa]]></category><category><![CDATA[porady]]></category><category><![CDATA[aktywność]]></category><dc:creator><![CDATA[Magdalena Berecka]]></dc:creator><pubDate>Tue, 17 Nov 2015 13:09:00 GMT</pubDate><media:content url="http://blog.talkwithdog.pl/content/images/2016/01/sam_2951.jpg" medium="image"/><content:encoded><![CDATA[<img src="/content/images/2016/01/sam_2951.jpg" alt="Gdy Chudość się nudzi"><p>Znam whippety, które niezależnie od aury hasają po dworze bez najmniejszego problemu. Znam również takie, które potrafią od jesieni do wiosny wegetować w swoich pluszowych norkach. Ale są również takie, jak Django, które ni to wyjść na dwór, ni to spać całymi dniami. Jak wtedy umilić życie w czterech ścianach naszym kochanym Chudełom? Opiszę Wam, jak wygląda to u nas.</p>

<h3 id="1poszukiwaczsmaczkw">1. Poszukiwacz smaczków.</h3>

<p>Przygotowuję całe stado pysznych, pachnących smaczków. DJ zostaje w jednym pomieszczeniu, a ja biegam po mieszkaniu i chowam smaczki w przeróżnych miejscach. Na początku nie zbyt skomplikowanie, potem coraz trudniej. Pod poduszkę, na półkę z książkami, a dolną półkę od stolika w salonie, itp. Wracam do Django, daję mu jeden smaczek na zachętę i mówię „szukaj”.  I pieseł przewąchuje całe mieszkanie, najwęższą jego szparkę w poszukiwaniu pyszności. Super sprawa – główka pracuje!</p>

<h3 id="2pogromcapudeek">2. Pogromca pudełek.</h3>

<p>Mamy w domu składzik z pustymi pudełkami. Od maleńkich po żarówkach, po wielkie po wyciskarce do owoców. Gdzieś pomiędzy cała góra rolek po różnych papierach. Bierzemy pudełko, pakujemy w nie smaczołki, pokulkowane gazety, i może to pudełko jeszcze w pudełko. Na początek tyle wystarczy, ale z czasem trzeba będzie wzmocnić konstrukcję – owijamy pudełko taśmą malarską, taką papierową. Dajemy psu i mamy imprezę na całego. Gryzienie, rozdzieranie, rozszarpywanie, rzucanie o podłogę – wszystkie chwyty dozwolone. A na koniec pyszna nagroda. Szczęście, uśmiechnięta buzia i zaspokojona potrzeba rozszarpywania i gryzienia gwarantowane! I nie martwcie się, że pies połknie papier. W większości przypadków je wypluwają, a nawet jeśli, to psy nie trawią celulozy, więc po prostu przez niego przeleci.</p>

<h3 id="3sztukmistrz">3. Sztukmistrz.</h3>

<p>Generalnie nie uważam, że milion sztuczek w rękawie jest do czegokolwiek psu potrzebne, ale Dj uwielbia się uczyć nowych rzeczy, więc kilka mamy opanowane. Czy to zwroty w prawo i w lewo, zamykanie drzwi (nie uczcie otwierania, bo może być to potem nieco problematyczne :P ), wskakiwanie na ręce, ukłon, podnoszenie różnych rzeczy i dawanie do ręki, itp. Wybierzcie coś, co wydaje Wam się najzabawniejsze, najpraktyczniejsze lub najgłupsze i kroczek po kroczku zacznijcie się tego uczyć razem z psem. Tylko pamiętajcie, by dostosować sztuczkę do jego fizycznych i psychicznych możliwości.</p>

<h3 id="4marnaimitacjapsa">4. Marna imitacja psa.</h3>

<p>Niektórzy są temu przeciwni, ale ja bawię się z Djangulcem, jakbym była psem. Ukłony zachęty, pacanki, podgryzanie łap, ganianki itp. Możecie najpierw pooglądać filmiki, jak psy bawią się ze sobą, albo poobserować je na spacerach. Ważne, żeby pamiętać, że nie mamy takiego wyczucia jak psy i lepiej puścić szybciej niż za późno i chwicić lżej niż mocnej. Jak się zastanawiasz, czy wystarczy, to znak, że już dawno powinieneś przestać ;) Wszystko w granicach rozsądku. Ale zabawa przednia :D</p>

<h3 id="5stopochwyt">5. Stopochwyt.</h3>

<p>To jest najgłupsza zabawa, którą mamy. Nie jestem z niej dumna, ale podzielę się nią z Wami ku przestrodze ;) Od małego nauczyliśmy Dja, że jak stopy są pod kołdrą (vel przykryciem, cienkim kocykiem też…), to można na nie polować i gryźć. Wyobraźcie sobie cztery stopy szaleńczo biegające pod kołdrą, które można schwytać i zamordować. Czad na maksa! Fascynujące jest to, że jak któraś niechcący wymsknie się spod kołdry, to Dj jej nie chwyta. Jednak jak tylko zobaczy jakąś chociaż pod cieniutkim prześcieradłem, to zaczyna się polowanie. Niby wszystko jest pod kontrolą, ale…Ała! Nie róbcie tego w domu.</p>

<h3 id="6akrobatanafitnessie">6. Akrobata na fitnessie.</h3>

<p>Mamy w domu dwie piłki do fitnessu – jeden orzeszek i drugą normalnie okrągłą, do tego beret. Django regularnie na nie wchodzi (oczywiście, jak są pod moją kontrolą) czy to przednimi, czy tylnymi czy wszystkimi łapami i ćwiczy mięśnie głębokie. Świetna sprawa, szybko widać efekty, szybko poprawia się równowaga i świadomość ciała psa. Wchodzenie tylnymi łapami na różne przedmioty również ćwiczy świadomość pupki, którą niestety niewiele psów posiada.</p>

<h3 id="7kingkong">7. King KONG.</h3>

<p>Zapewne większość z Was kojarzy KONGi. Można w nie upchnąć smaczki albo jakieś wypełniacze do wylizania. Gdy będą w nim smaczki, pies zacznie rzucać KONGiem po podłodze, by wypadły, więc zadziała to pobudzająco. Za to, gdy w środku będzie coś do wylizania, fajnie wyciszy psa. W lecie można takiego wypełnionego KONGa zamrozić – wylizywanie potrwa dłużej i będzie to miła ochłoda dla zmęczonego upałem ciała.</p>

<h3 id="8panwgabineciemasau">8. Pan w Gabinecie Masażu.</h3>

<p>Django wprost uwielbia być masowany. Nie robię tego w jakiś szczególny sposób. To raczej pies podpowiada mi gdzie i jak chce być masowany. Korzystam z prostych technik masażu T-Touch lub GaSa. Ale w większości robię to intuicyjnie. Masaż wspaniale rozluźnia napięcia w ciele, pomaga odwrażliwiać psa na dotyk świetnie wpływa na Waszą relację, ponieważ jest w nim coś intymnego :)</p>

<h3 id="9odbiornikenergii">9. Odbiornik Energii.</h3>

<p>Nie jest to punkt obowiązkowy. Nie każdy to zna, nie każdy chce, nie każdy rozumie. Jak pisałam w relacji z Warsztatów z Kirsten Helming, mam zrobiony pierwszy stopień Reiki i regularnie robię Djangulcowi zabiegi. Niesamowicie jak dobrze to na Niego działa. Sam przychodzi, bym troszkę go doenergetyzowała :)</p>

<p>A cała reszta to spanie w najdziwniejszych pozycjach świata, bycie kotem na parapecie i wychodzenie na szybkie siku na ten okropny, zimny i wietrzny dwór.</p>

<p>Zatem, moi Drodzy, nie taki dom straszny! Wykażcie się kreatywnością i słuchajcie tego, co mówi Wam pies.</p>

<p>A Wy, jakie macie sposoby na jesienną nudę?  Podzielcie się nimi w komentarzach i na facebooku!</p>

<p>Mag :)</p>

<p><img src="/content/images/2016/01/ramka.jpg" alt="Gdy Chudość się nudzi"></p>]]></content:encoded></item></channel></rss>