Chudy jak brzoza, głupi jak koza

Charty są bardzo oporne w szkoleniu, a już na pewno nie da się ich nauczyć przywoływania.

Każdy pies najpierw jest psem, potem jest goldenem, borderem, yorkiem, albo whippem, a potem jest Fafikiem, Azorem lub Pusią. Każdego psa da się wszystkiego nauczyć (chyba, że jego cechy fizyczne mu to uniemożliwiają), kwestia tego w jaki sposób i jak szybko.

Whippety to psy bardzo reaktywne – ich reakcje są szybkie i gwałtowne, „zerojedynkowe”. W jednej sekundzie stoją, w drugiej biegną z pełną prędkością. Dodatkowo, ich oczy są bardzo bardzo BARDZO czułe na najmniejszy nawet ruch. Charty są wzrokowcami bardziej, niż jakakolwiek inna grupa psów, gdyż polowały wypatrując ofiarę i rzucając się za niąw pogoń. W połączeniu z instynktem łowieckim daje nam to psa, który jak już coś zauważy i instynkt popchnie go do pogoni, to zrobi to z prędkością światła bez oglądania się na właściciela, czy cokolwiek innego. Instynkt daje reakcje bezwarunkowe, więc nie jest to kwestia tego, czy pies chce pobiec, czy nie – po prostu MUSI. Jednak, jest kilka rzeczy, które pozwolą właścicielowi nad tym zapanować:

1. praca – nic samo się nie zrobi, pies sam nie nauczy się przywoływać i sam z siebie nie zostanie przy właścicielu w obliczu stada hopających jelonków.Pracę trzeba zacząć jak najwcześniej i robić to praktycznie do końca waszych wspólnych dni. Nawet, jak pies już się czegoś nauczy, trzeba mu odświeżać pamięć, bo psom nauki wylatują z głów tak samo, jak ludziom.

2. konsekwencja – zaczynając czegoś uczyć psa, trzeba być turbokonsekwentnym. Jeśli nie chcesz, by pies ganiał za ptakami, nie pozwalaj mu na to NIGDY – nieregularne wzmocnienia mają magiczna moc zakorzeniania nawyku do szpiku kości.

3. sokole oko i szybkość reakcji godna kierowcy F1 – gdy osiągnie się już moment, w którym whippet się odwołuje od przeróżnych, pociągających rzeczy, nastaje faza ostetczna – musisz mieć oczy naokoło głowy i zawołać swojego sprintera zanim jego instynkt każe mu biec. Liczą się dosłownie milisekundy. Jeśli się zagapisz, pozostanie Ci oglądanie oddalającej się z prędkością światła charciej dupki. Faza ta jest dożywotnia.

Jak pracowałam z Django? Od maleństwa chodziłam z nim na 10m lince i tak jest do dziś. Już w pierwszych tygodniach pokazał mi, że jego strefa komfortu to jakieś 7m i idąc w takiej odległości czujemy się dobrze. Nie mam ambicji, by szedł przy mojej nodze, a gdy wymaga tego sytuacja, robi to bez żadnego problemu i spięcia. Od pierwszych dni w naszym domu uczyłam go komend „do mnie” i „hej” i na bieżąco powtarzamy to po dziś dzień. Bardzo często pozwalam mu chodzić luzem, w bezpiecznych miejscach ofkorz. Nie przywołuję go do siebie bez sensu, tylko po to, by poczuć jaką cudowną mam władzę nad tym, gdzie się przemieszcza. Ma dużo luzu, a za każde samoistneprzyjście do mnie lub nawet obejrzenie się na mnie dostaje super nagrodę – smaka/”dobry pies”/smyranko po zadku. Pierwszy raz od psów udało mi się Go odwołać po jakimś… roku. Do dziś nie zawsze się to udaje, ale potrafię przełknąć dumę i rozumiem, że choćbym stanęła na głowie, zadki nowych kumpli są ciekawsze niż ja. Gdy mi zwieje, a ja chce go zgarnąć, nie lecę za nim i nie drę się w niebo głosy, tylko spokojnie podchodzę, bez słowa zapinam go na linkę i odchodzimy. Jeśli zauważę coś, co wiem, że na pewno skusi Dja, przywołuję go i zapinam na linkę zanim On zdąży to coś zauważyć. Po 18 miesiącach konsekwentnego postępowania mój pies wie, że bycie blisko mnie i przybieganie, gdy go wołam jest fajne. Ja jestem fajna, przewidywalna, nie wrzeszcząca na niego, fair, a do tego mam magiczną zdolność wyczarowywania nieskończonych ilości smaczków.

Według mnie, przywołanie, to jedyna komenda, którą bezapelacyjnie MUSI znać KAŻDY pies. Wszystkie inne komendy są względne. Jednak, przywołanie to kwestia bezpieczeństwa. Kiedyś, może uratować życie psa.

Charta da się nauczyć przywoływania.

Mag

alt alt