Co z tą dominacją, czyli dlaczego psy nie chcą rządzić światem?

Mimo, że świadomośc w tej kwestii jest coraz większa, niemalże codziennie spotykam się z osobami, które wciąż uważają, że dominacja w psim świecie to chleb powszedni. I niestety, nie są to tylko osoby, które o psach jedynie troszkę słyszały, ale również trenerskie "autorytety", które wciąż rozprzestrzeniają ten już dawno obalony mit.

ALE OD POCZĄTKU...

Na przełomie lat 60' i 70' ubiegłego wieku, wielu badaczy intensywnie badało życie wilków. Jednym z nich był L. David Mech vel guru od wilków. W 1970 roku opublikował książkę "The Wolf: Ecology and Behavior of an Endangered Species". W owym dziele, jako jeden z pierwszych zaczął używać określeń "samiec alfa" i "samica alfa" do opisania hierarchii w stadzie wilków. I worek sie rozwiązał... Jako, że ludzie są w swej naturze istotami, które dążą do dominacji nad innymi gatunkami na Ziemi, bardzo gładko i bezboleśnie przyjęliśmy teorię dominacji i zaczęliśmy stosować ją nie tylko do wilków, ale i wszystkich stworzeń, które cokolwiek mają z nimi wspólnego. Bardziej lub mniej.

Jednak, kiedy pan Mech, dzięki nowym możliwościom zaczął badać wilki żyjące na wolności w Yellowstone, okazało się, że to co zaobserwował wśród wilków żyjących w niewoli w ogrodach zoologicznych, ma się nijak do tych na wolności. Okazało się, że wilcza wataha składa się z samca i samicy, którzy się rozmnażają, a resztę ekipy stanowią ich dzieci. Zatem, wataha to rodzina, gdzie nikt nie musi walczyć o przywództwo. W tej rodzinie, każdy ma przypisaną bardzo ważną rolę. I tak: rodzice są jedynymi, którzy mogą się rozmnażać i w sytuacjach kryzysowych to oni zarządzają sytuacją; jest osobnik, który świetnie tropi, więc to on wyszukuje zwierzynę; inny super biega, więc on goni; kolejny mistrzowsko rzuca się do tętnicy, więc to on kończy dzieło; jest też taki, który z racji śmiechowego charakteru rozładowuje pełne napięcia sytuacje w grupie, itd. itd. Tak więc, każde ogniwo w tej rodzinie jest niezwykle ważne, a role są naturalnie ustalone.
Walka o pozycję w hierarchi pojawia się wtedy, kiedy zaczyna brakować zasobów: terytorium, pożywienia, etc. Dlatego, nic dziwnego, że kiedy dr Mech obserwował w ogrodzie zoologicznym dorosłe wilki z różnych watah wrzucone na małą przestrzeń, zauważył, że walczą ze sobą o przywództwo. Wielka szkoda, że wniosek ten uogólnił na cały gatunek...
Kiedy dr Mech uświadomił sobie, jak wielką krzywdę wyrządził wilkom i innym gatunkom, które dotknęła teoria dominacji (np. psom), wystosował apel, by przestano w końcu dodrukowywać tę jego przeklętą książkę z lat 70', bo to, co tam pisał, przestało być prawdą. Filmik, którym to tłumaczy możecie obejrzeć tutaj:

Artykuły oraz informacje na ten temat znajdziecie na stronie dr Mecha.
Teraz jego misją jest jeżdżenie po świecie w celu szerzenia świadomości na temat życia i natury tych wspaniałych, ale wciąż cieszących się złą sławą zwierząt.

JAK TO SIĘ MA DO PSÓW?

Uwaga - psy nie chcą nas zdominować i kompletnie nie w głowie im przejmowanie kontroli nad światem. Serio. Psy są mistrzami unikania konfliktów (w tej kwestii moglibyśmy się wiele od nich nauczyć) i ostatnie, do czego dążą to konfrontacja z użyciem siły. W swoim mistrzowsko rozwiniętnym, subtelnym języku ciała, mają całą gamę sygnałów uspokajających, którymi starają się załagodzić sytuację. Zanim pies pokaże zęby, czy zacznie warczeć, wysyła całe mnóstwo sygnałów, które mają na celu uniknięcie konfliktu. Chyba, że są karane za ostrzeganie, wtedy zaczynają od razu przechodzić do silnych sygnałów grożących lub po prostu atakują. Dlatego, nigdy przenigdy nie wolno nam karać psów za to, że warczą. Kiedy tak się zdaży, należy przeanalizować sytuację i zaprzestać czynności, która sprowokowała warczenie, gdyż w ten sposób pies wyraźnie daje nam znać, że nie żartuje z tym uspokajaniem.

Jednak najważniejsze jest, by nauczyć się choć podstaw psiego języka sygnałów uspokajających. Świetnym kompendium jest np książka Turid Rugaas "Sygnały uspokajające". Kiedy przestudiujecie ją krok po kroku, otworzy się dla Was całkiem nowy, fascynujący świat psiego języka i będziecie zaskoczeni, a może też nieco zawstydzeni, że wcześniej nie widzieliście, ile psy gadają między sobą i do swoich ludzi.
Na zachętę zdradzę Wam, że sygnał, który notorycznie i niesamowicie powrzechnie uważany jest za dominację - kopulowanie na drugim psie lub człowieku, jest sygnałem uspokajającym. Kopulowanie pojawia się, kiedy pies jest w ogromnym stresie, czy to spowodowanym zbyt trudną sytuacją, czy zbyt intensywną zabawą. Pies w ten sposób chce uspokoić siebie i pokazać drugiemu psu, że nie ma złych zamiarów. Niezłe, prawda? I nawet całkiem logiczne, przecież skacząc na drugiego psa pokazujemy mu cały brzuch, więc jesteśmy "odkryci", a kopulacja sama w sobie finalnie rozładowuje napięcie, czyli obniża poziom stresu.

Możemy natomiast powiedzieć, że jakiś pies ma dominujący charakter. A to jest zupełnie inna sprawa niż to, że chce zdominować całe swoje otoczenie z właścicielami włącznie lub na czele. Ludzie mają różne charaktery i jedni stając przed wyzwaniem zakasają rękawy i nie odpuszczają, dopóki nie osiągną celu, podczas gdy inni wolą odpuścić i znaleźć sobie inne marzenie. Tak samo jest u psów. Jedne są delikatniejsze i w konfrontacji wolą odpuścić, machnąć łapą i odejść, inne znowu będą chciały wyjaśnić sobie z delikwentem sytuację do końca a jak jeszcze uda się przepchnąć swoje zdanie, to w ogóle będzie bajka. I owszem, mając psa z silnym charakterem więcej będziemy musieli się napracować i użyć większej ilości logicznych dla niego argumentów, by mu wytłumaczyć, że to czego od niego chcemy ma sens. Ale na prawdę nie chodzi o to, kto tu rządzi. Ani o to, kto pierwszy zje albo przejdzie przez drzwi. Serio.

DLACZEGO WIĘC, TA TEORIA TAK HULA?

Jak już wcześniej wspomniałam, ludzie ze swej natury lubią podporządkowywać sobie otoczenie. Miedzy innymi dlatego to my zarządzamy naszą planetą. Na to, jak nam to wychodzi spuśćmy zasłonę milczenia... Zatem teoria, w której siłą możemy coś na kimś wymusić bardzo nam "zagrała". Co więcej, oglądając takiego, przepraszam za słowo, Zaklinacza Psów, widzimy, że to się cudownie sprawdza! Pyk pyk, dwa wejścia z psem na wybieg i już zwierz potulny jak baranek robi co Pan Zaklinacz karze. Tutaj zaproponuję Wam mały test - obejrzyjcie sobie któryś z odcinków programu Cesara wyłączając dźwięk. Gwarantuje Wam, że każdy, kto ma choć odrobinę empatii, nie słysząc głupawych komentarzy narratora, a jedynie obesrwując, jak zachowuje się pies, od razu zobaczy, że jest przerażony, wysyła uspokajacz za uspokajaczem, a to co osiąga prowadzący, to stłamszenie i złamanie psa, a nie żaden tam magiczny pokaz kunsztu behawiorysty.

DLACZEGO HULAĆ NIE POWINNA?

Budując relację z naszym psem w oparciu o strach, przerażenie i pokaz siły, robimy mu wielką krzywdę. I sobie też, ponieważ pies nie robi dla nas różnych rzeczy, bo nas kocha, tylko ze strachu przed karą. W takiej sytuacji nie ma mowy o zaufaniu, wzajemnym zrozumieniu czy miłości. A czy nie o to nam chodzi, kiedy zapraszamy do swojej rodziny psa?

Dr Falconer bardzo ciekawie opowiadał na swoim ostatnim seminarium o tym, że uczenie się przez strach, to zupełnie inna bajka niż uczenie się bez niego. Kiedy szkolimy psa przy użyciu np obroży elektrycznej, nauka odbywa się przy udziale ciała migdałowatego (w dużym skrócie odpowiada m.in. za rekacje ratujące życie), a nie hipokampu. Dlatego, nawet jeśli w pewnym momencie odstawimy metodę awersyjną, pies nigdy nie zapomni tych złych rzeczy, które mu się zadziały.

I mogłabym tak bez końca, ale po prostu błagam, przestańmy patrzeć na nasze psy, jak na żądnych władzy dominatorów i do jasnej anielki przestańmy na nich spełniać swoje chore ambicje panowania nad światem.

Na pohybel dominacji,
Mag!

P.S.
Na koniec, specjalnie dla Was - Arabski Książę i jego turban :D