Moja jest mojsza niż Twojsza, czyli opowieść o Pani Niesprawiedliwości

Poruszona kolejnym spotkaniem z psem, któremu właściciele stawiają niemożliwe do spełnienia oczekiwania, dziś opowiem o tym, jak bardzo to niesprawiedliwe.

Miśka Pierwsza, Miśka Druga, Miśka Dwutysięczna...

Idziemy sobie z Dj'em kabackimi łąkami i słyszymy rozpaczliwe wołanie zrezygnowanego właściciela "Miśka! Miśka do mnie! WracajżeCholeroJedna! Miśka noooo...!". Myślę sobie "Oho, pewnie jakaś szalona młodość jest w fazie wybiórczej głupoty, siana w głowie i nie przybiega do własciciela, jak Quentin. Spokoojnie, jeszcze 1,5 roku i przybiegnie". Dotarliśmy do zrozpaczonego pana, Miśka przybiegła, jak zobaczyła Dja i zaczęliśmy rozmawiać. Tradycyjnie wątek o beznadziei Miśki, o jej głupocie i głuchocie i że jak tak dalej pójdzie to ja nie wiem. Nagle pada magiczne zdanie "Wcześniej miałem wspaniałą suczkę, też Miśka, no genialna była, słuchała się przewspaniale, zawsze się trzymała, nigdy mi nie uciekła, niestety zmarła we wrześniu, miała 14 lat".
I to jest zdanie, które dla mnie wyjaśnia bardzo bardzo wiele. Dlaczego? Bo jak ktoś z pokolenia na pokolenie nazywa każdego kolejnego psa tym samym imieniem, to wiedz, że coś się dzieje.

  • Ludzka pamięć działa tak, że z czasem złe wspomnienia zachodzą mgłą, a wyraźne zostają te dobre. I tak, Pan Właściciel Miśki Pierwszej (choć możliwe, że ona była Miśką Czternastą, ale postanowiłam nie grzebać w genealogii), nie pamięta, jak była ona małym szczeniorkiem, który wszystko gryzł, wszędzie sikał, a już na pewno jako podlotek nie przybiegała na zawołanie. O nie nie, pamięta ostatnie 5-7 lat życia z dorosłą już i stateczną Miśką Pierwszą, która jako doświadczony i znający życie pies, nie miał w głowie szaleństwa i tęsknoty za grą panu na nosie. A tu nagle, pojawia się o to to szalone, młode, z głową pełną wiatru i siana i kompletnie przeczy wszelkim wspomnieniom pana na temat posiadania psa. No popsute, wredne, głupie, szczekające i w ogóle bez sensu zwierzę. Po co ja to brałem.

  • Gdy rozmowa poszła dalej, okazało się, że Miśka Pierwsza była Nowofunladnem, a Miśka Obecna jest Cocker Spanielem. Bo żona chciała mniejszego. Hmmm... No dobrze, pomyślmy, mamy 70 kilo statecznego molosa, i 15 kilo, lekkiego jak piórko Spaniela. Spaniela, który należy do grupy płochaczy, które to przez lata zostały wyspecjalizowane w lataniu po krzakach i szczekaniu tak, żeby myśliwy mógł strzelić do wypłoszonego ptaka. Tutaj wchodzimy w zagadnienie dotyczące wyboru rasy, które według mnie jest jedną z najważniejszych do przemyślenia rzeczy, kiedy planujemy wziąć psa. Roszczenie pretensji do Miśki Drugiej za to, że prezentuje zachowania charakterystyczne dla swojej rasy, a nie jest pomniejszonym o 50 kilo molosem, wydaje się kompletnie nie na miejscu.

Młodość, szleńczość, głupkowatość...

Tak, jak zachowania dziecka bobasa, znacząco różnią się od zachowań dziecka siedmiolatka i nastolatka i dorosłego, tak każdy okres w rozwoju psa rządzi się swoimi prawami. Najczęściej słyszę narzekania na psy w wieku od 9 miesięcy do 2 lat. Wtedy cierpią na wybiórczą głuchotę, najważniejsza jest dla nich zabawa z innymi psami, odzywają się cechy rasy, hormony, ciało jest dorosłe a w głowie hula wiatr i generalnie nie ma z kim rozmawiać. Właśnie wtedy, właściciele postanawiają coś z tym zrobić i biorą się za intensywne ćwiczenia posłuszeństwa, niespuszczanie ze smyczy i inne formy "ma się słuchać", albo załamują ręce, odpuszczają totalnie i u psa niewinna głupota przeradza się w poważne problemy behawioralne.
Nie jest możliwe, by pies, któremu hormony zalewają mózg, w którym jest jeszcze zbyt mało doświadczeń, by nas sobą panować, zachowywał się jak zrównoważony, dorosły przedstawiciel swojego gatunku. Nie ma takiej możliwości. Koniec kropka. Głupie pomysły, bieganie do psów, sprawdzanie na własnej skórze różnych strategii i ponoszenie konsekwencji sprawią, że za ten rok czy półtora, będziemy mieli mądrego psa, z którym mamy świetną relacją. Pewnych rzeczy nie da się wymusić komendami, nie robiąc jednocześnie z psa robota, który zawsze będzie czekał na nasz znak, co ma zrobić, a jak już coś zrobi to najczęściej ze strachu przed karą. Niespotykając Go z psami, nie nauczymy Go, jak się dobrze komunikować.
Ten okres, to zdecydowanie najtrudniejszy okres w psio-ludzkim życiu. Psu jest trudno samemu ze sobą, a człowiek musi wznieść się na wyżyny cierpliwości i pomysłowości, by znaleźć złoty środek pomiędzy dawaniem psu wolnej łapy do zdobywania doświadczeń a określaniem granic, dzięki którym pies będzie bezpieczny. Szczerze współczuję wszystkim ludziom młodych psów, w tym sobie. Ale spokojnie, jeszcze rok, półtora i wszystko będzie prostsze.

Mistrze...

Króciusieńko o psich sportowcach. Uwielbiam właścicieli, którzy są bardzo zaangażowani w pracę z psem, chcą mu zapewniać rozrywkę, spędzać z nim dużo czasu i budować wspaniałą więź. Wielu z nich robi to trenując różne sporty. Tylko błagam, zanim wejdziemy na profesjonalny poziom intensywnych treningów i startów w zawodach, zastanówmy się, czy faktycznie nasz pies po pierwsze ma fun z tak intensywnej pracy, czy faktycznie ma do tego predyspozycje, czy to może jednak nasze osobiste ambicje, w których ramy na siłę chcemy wcisnąć naszą Kudłatość. Zostanie na amatorskim poziome i trenowanie różnych psich sportów dla zabawy to żaden wstyd, serio. A znajdowanie złotego środka i świadomość, kiedy powiedzieć "wystarczy" to bardzo bardzo bardzo ważna życiowa umiejętność.

Bo ja tak mówię...

Psy mają z nami na prawdę niełatwo. Po pierwsze, kompletnie nie rozumiemy ich języka, za to wymagamy, żeby one w lot łapały nasz. Psy porozumiewają się głównie mową ciała, wysyłają setki subtelnych sygnałów, bardzo szanują przestrzeń swoją, innych psów i ludzi. A my zamknięci na te komunikaty, wymuszamy swoje. Nie zastanawiamy się nad potrzebami psa, Jego komfortem psychicznym i Jego emocjami. Pies ma robić to, czego od niego wymagamy, konieckropka. Uwielbiam przykład z omijaniem łukiem. W naturze, psy NIGDY nie podchodzą do siebie na wprost, chyba, że chcą się zaatakować. Natomiast my, kiedy chcemy się z kimś przywitać, wyciągamy rękę i podchodzimy prosto do danej osoby. Jedną z pierwszych rzeczy, którą uczę moich klientów jest omijanie łukiem napotkanych na ulicy psów i ludzi. Niestety, bardzo często słyszę zdanie "Ale dlaczego ja mam omijać, to pies ma się nauczyć, że mijamy się z innymi blisko i już." Zastanówmy się - czy patrzenie przed siebie, by zauważyć zbliżający się do nas organizm i wyminięcie go łukiem o promieniu 5m NA PRAWDĘ jest dla nas tak wielkim problemem? No nie. A psu robi to OGROMNĄ różnicę. Nagle, gdy zaczynamy szanować osobiste strefy psa, problem agresji, czy podgryzania za nogawki magicznie staje się nieporównywalnie mniejszy. Proste? No proste!

Takich przykładów z życia codziennego, kiedy malusieńkim wysiłkiem z naszej strony możemy ułatwić psom życie, mogę mnożyć tysiące. Ale podsumuję to jednym zdaniem - POMAGAJMY SWOIM PSOM. Spróbujmy wyzbyć się tego niepotrzebnego schematu "moje jest mojsze niż twojsze" i nauczmy się słuchać, co mówią do nas nasze Kudłatości.

Mag!

photos by Azarin Photo&Design, Halina Uzdowska, Justyna Zwolińska, Ja+Bruce i inni